- "Mamo znasz może wierszyk o rzepce?"
- "Oczywiście, że znam! Na straganie, w dzień targowy..."
- Nie, nie ten! taki gdzie jest dużo osób i ciągną."
- "A o ten Ci chodzi! Pewnie, że go znam! A dlaczego pytasz? Coś było w przedszkolu?"
-"Tak będziemy robić przedstawienie i każde dziecko będzie kimś innym, a potem je Wam pokażemy."
-"Czy to będzie może niespodzianka?"
- "Tak mamo niespodzianka! To co przeczytasz mi ten wierszyk?"
czwartek, 20 września 2012
sobota, 15 września 2012
Ecco Walkathon 2012
Muszę się Wam pochwalić: dzisiaj dzielnie przemaszerowalam całe 6 km!!! I wcale nie marudzilam!
I to nie za darmo - "wychodzone" podczas spaceru pieniążki przekazałam na zakup nowoczesnego ultrasonografu dla Zakładu Diagnostyki i Profilaktyki Wad Wrodzonych ICZMP w Łodzi.
poniedziałek, 10 września 2012
Kraków - kontrola
Są rzeczy ważne i ważniejsze, a do tych naj naj najważniejszych niewątpliwie zalicza się tzw. sprawdzenie stanu mojego serducha u doktora Kordona w Krakowie.
Nie rozpisując się, bo wiadomo jak to wygląda, wypunktuje najważniejsze dane:
1. ekg - super
2. waga - 21,7 kg, wzrost - 117 cm, saturacja - 99%, tętno - 79
3. badania krwi - rewelacja
4. echo - funkcja dobra, niedomykalności - są, ale nie zwiększają się - dzięki Bogu!, przewężenie aorty nieistotne, zespolenia drożne.
Procedujemy jak dotychczas przy zwiększonych dawkach leków, bo urosłam i to bardzo;) I teraz będę brała acesan 1 dziennie 50 mg i enarenal 2 razy dziennie 1,25 mg.
Byłam grzeczna, nawet przy pobieraniu krwi, ale cóż się dziwić w końcu jestem już starszakiem!
W nagrodę dostałam od doktora Kordona cała masę prezentów - dziękuje bardzo raz jeszcze!
Korzystając z pieknej wrześniowej aury zdecydowaliśmy sie zostać na dłużej w Krakowie, żebym mogła zobaczyć moje rodzinne miasto nie tylko z perspektywy szpitala w Prokocimiu:) i oczywiście spotkać się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi!
Póki co żegnaj Krakowie - następna kontrola za rok!
Nie rozpisując się, bo wiadomo jak to wygląda, wypunktuje najważniejsze dane:
1. ekg - super
2. waga - 21,7 kg, wzrost - 117 cm, saturacja - 99%, tętno - 79
3. badania krwi - rewelacja
4. echo - funkcja dobra, niedomykalności - są, ale nie zwiększają się - dzięki Bogu!, przewężenie aorty nieistotne, zespolenia drożne.
Procedujemy jak dotychczas przy zwiększonych dawkach leków, bo urosłam i to bardzo;) I teraz będę brała acesan 1 dziennie 50 mg i enarenal 2 razy dziennie 1,25 mg.
Byłam grzeczna, nawet przy pobieraniu krwi, ale cóż się dziwić w końcu jestem już starszakiem!
W nagrodę dostałam od doktora Kordona cała masę prezentów - dziękuje bardzo raz jeszcze!
Korzystając z pieknej wrześniowej aury zdecydowaliśmy sie zostać na dłużej w Krakowie, żebym mogła zobaczyć moje rodzinne miasto nie tylko z perspektywy szpitala w Prokocimiu:) i oczywiście spotkać się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi!
Póki co żegnaj Krakowie - następna kontrola za rok!
Etykiety:
Sercowe i nie tylko problemy zdrowotne
Lokalizacja:
Kraków, Polska
poniedziałek, 11 czerwca 2012
poniedziałek, 21 maja 2012
Plajta
Wróżka zębuszka chyba niedługo zbankrutuje - wczoraj wypadła mi druga jedynka!
Szybko wypadają stare zęby, ale równie szybko pojawiają sie nowe - mam już jedną stałą szóstkę, jedynka też jest widoczna, a druga szóstka jest tuż tuż. W zeszłym tygodniu byłam na wizycie u pani stomatolog, która mi te nowe ząbki obejrzała, zalakowała i powiedziała, że ładnie i równiutko rosną;)
Szybko wypadają stare zęby, ale równie szybko pojawiają sie nowe - mam już jedną stałą szóstkę, jedynka też jest widoczna, a druga szóstka jest tuż tuż. W zeszłym tygodniu byłam na wizycie u pani stomatolog, która mi te nowe ząbki obejrzała, zalakowała i powiedziała, że ładnie i równiutko rosną;)
wtorek, 24 kwietnia 2012
Gaz do dechy!
Wczorajsze popołudnie spędziłam doskonaląc naukę jazdy na rowerze, jeszcze z bocznymi kółkami, ale od czegoś trzeba zacząć. Uczyłam się hamować, podjeżdzać pod górkę i oczywiście używać dzwonka - niezwykle ważna umiejętność:) W pewnym momencie zauważyłam na kierownicy jakiś dziwny przyrząd, więc spytałam się mamy:
-"Mamo to z przodu to jest gaz?"
Zaległa cisza, a potem mama wybuchnęła śmiechem.
A wiecie co się okazało? To jest drugi hamulec, mama nazwała go ręcznym. Dziwne, prawda? Aż dwa hamulce, a nie ma gazu... I jak tu jeździc szybciej, hm...
-"Mamo to z przodu to jest gaz?"
Zaległa cisza, a potem mama wybuchnęła śmiechem.
A wiecie co się okazało? To jest drugi hamulec, mama nazwała go ręcznym. Dziwne, prawda? Aż dwa hamulce, a nie ma gazu... I jak tu jeździc szybciej, hm...
Był ząb i ... nie ma zęba;)
Jak widać na załączonym zdjęciu wypadł mi pierwszy ząb mleczny! Owszem jest to normalna rzecz, ale żeby tak szybko! Zaskoczeni aż tak bardzo nie jesteśmy, bo pani stomatolog na wizycie w lutym wspominała, że mam coraz większą przerwę między dolnymi jedynkami co może oznaczać ich rychłe wypadanie i nie myliła się:)
Jeżeli zęby mleczne będą wypadać w takim tempie w jakim się wyrzynały to do szkoły pójdę już chyba z kompletem nowych, stałych zębów!
wtorek, 17 kwietnia 2012
A wiosna przyszła pieszo...
Wiosna przyszła a ja niestety zakatrzona, zakaszlana, a co najgorsze mam zapalenie uszu i to kolejny raz...
Ech mam nadzieję, że leki szybko postawią mnie na nogi i wrócę do mojego kochanego przedszkola!!!
Etykiety:
Dzień jak codzień
Lokalizacja:
Warszawa, Polska
wtorek, 27 marca 2012
Erupcja
"Pierwsze zęby stałe pojawiają się w jamie ustnej około 6 roku życia. Za ostatnimi w łuku zębami mlecznymi ("piątki") znajdują się szerokie pola dla wyrznięcia się pierwszych stałych trzonowców ("szóstek"), które zwykle wyrzynają się jako pierwsze." - źródło: Wikipedia
A teraz zagadka. Ile mam lat? Podpowiem, bo to wcale nie jest takie proste - dokładnie 4 lata i 11 miesięcy.
I co pojawiło się w mojej buzi? Pierwsze stałe zęby!!! Dwie trzonowe dolne "szóstki"!!!
A teraz policzmy - zęby pojawiły się rok wcześniej to chyba w związku z powyższym mogę spokojnie zrezygnować z pojścia do "zerówki" i jako 6 - latek pójdę sobie od razu do szkoły! a co:)
A teraz zagadka. Ile mam lat? Podpowiem, bo to wcale nie jest takie proste - dokładnie 4 lata i 11 miesięcy.
I co pojawiło się w mojej buzi? Pierwsze stałe zęby!!! Dwie trzonowe dolne "szóstki"!!!
A teraz policzmy - zęby pojawiły się rok wcześniej to chyba w związku z powyższym mogę spokojnie zrezygnować z pojścia do "zerówki" i jako 6 - latek pójdę sobie od razu do szkoły! a co:)
poniedziałek, 13 lutego 2012
Tatrzańska Łomnica
Jak się powiedziało "a" trzeba było powiedzieć i "b"!
Miniony trochę przedłużony weekend spędziłam z rodzicami i znajomymi na Słowacji, a dokładniej w Tatrzańskiej Łomnicy. Oczywiście celem numer 1 było doskonalenie jazdy na nartach.
Pierwszego dnia, w piątek miałam dwie lekcje - jedną rano: chyba byłam niewyspana, bo nie bardzo mi szło, a drugą popołudniu: jazda była świetna. W sobotę długa dwugodzinna lekcja dała mi w kość; wcale nie chciałam jeździć. Ale chyba winny był przede wszystkim mróz, bo trochę było mi zimno. Ale za to niedziela to był prawdziwy fun! Początkowo rodzice zabrali mnie na szczyt i miałam jeździć z nimi, ale trochę się wystraszyłam, w końcu pierwszy raz wjechałam kolejką na taką wysoką górę! Zjechałam więc gondolką na dół i tam rodzice znaleźli mi suuuuper instruktora. I tak spędziałam z nim dwie godziny jeżdżąc, ba śmigając na nartach i to nie po stokach dla dzieci, ale po prawdziwych trasach! W sumie zjechałam z nim aż trzy razy, a więc łącznie ponad 6 km! I wcale nie marudziałam! I nawet nie tęskniłam za rodzicami, którzy zresztą co jakiś czas mijali mnie na trasie. Jeżdżą może jeszcze trochę szybciej ode mnie, ale to przecież tylko kwestia czasu;) I tak te dwie godziny minęły nie wiadomo kiedy! Do następnego razu! Może nawet jeszcze w tym sezonie, kto wie:)
Miniony trochę przedłużony weekend spędziłam z rodzicami i znajomymi na Słowacji, a dokładniej w Tatrzańskiej Łomnicy. Oczywiście celem numer 1 było doskonalenie jazdy na nartach.
Pierwszego dnia, w piątek miałam dwie lekcje - jedną rano: chyba byłam niewyspana, bo nie bardzo mi szło, a drugą popołudniu: jazda była świetna. W sobotę długa dwugodzinna lekcja dała mi w kość; wcale nie chciałam jeździć. Ale chyba winny był przede wszystkim mróz, bo trochę było mi zimno. Ale za to niedziela to był prawdziwy fun! Początkowo rodzice zabrali mnie na szczyt i miałam jeździć z nimi, ale trochę się wystraszyłam, w końcu pierwszy raz wjechałam kolejką na taką wysoką górę! Zjechałam więc gondolką na dół i tam rodzice znaleźli mi suuuuper instruktora. I tak spędziałam z nim dwie godziny jeżdżąc, ba śmigając na nartach i to nie po stokach dla dzieci, ale po prawdziwych trasach! W sumie zjechałam z nim aż trzy razy, a więc łącznie ponad 6 km! I wcale nie marudziałam! I nawet nie tęskniłam za rodzicami, którzy zresztą co jakiś czas mijali mnie na trasie. Jeżdżą może jeszcze trochę szybciej ode mnie, ale to przecież tylko kwestia czasu;) I tak te dwie godziny minęły nie wiadomo kiedy! Do następnego razu! Może nawet jeszcze w tym sezonie, kto wie:)
Etykiety:
Nowe umiejętności
Lokalizacja:
Wysokie Tatry-Łomnica Tatrzańska, Słowacja
wtorek, 31 stycznia 2012
Kobieta pracująca
- "Mamo a dlaczego inne dzieci wychodzą wcześniej z przedszkola, a ja nie? A wiem! Inne mamy mają w domu jeszcze inne małe dzieci i nie chodzą do pracy. A my mamy tylko Maxa."
- "Haniu ja muszę pracować i zarabiać pieniążki, żeby móc kupić jedzenie, ubrania i wszystkie inne potrzebne rzeczy. A niektóre mamy nie pracują, nie tylko dlatego, że mają małe dzieci, niektóre nie pracują, bo nie mają pracy, a inne po prostu tak ustaliły ze swoimi mężami, że nie będą pracować. Tylko gdybym nie pracowała to siedziałabym w domu i ..."
-"I byłabyś po prostu Kochaną Mamą, a tak to jesteś Kochana Mamą, która chodzi do pracy! Ale wiesz co? Ja NIGDY nie będę pracować! Wolę siedzieć w domu!"
- "Haniu ja muszę pracować i zarabiać pieniążki, żeby móc kupić jedzenie, ubrania i wszystkie inne potrzebne rzeczy. A niektóre mamy nie pracują, nie tylko dlatego, że mają małe dzieci, niektóre nie pracują, bo nie mają pracy, a inne po prostu tak ustaliły ze swoimi mężami, że nie będą pracować. Tylko gdybym nie pracowała to siedziałabym w domu i ..."
-"I byłabyś po prostu Kochaną Mamą, a tak to jesteś Kochana Mamą, która chodzi do pracy! Ale wiesz co? Ja NIGDY nie będę pracować! Wolę siedzieć w domu!"
wtorek, 24 stycznia 2012
Być jak Hermann Maier
Ostatnie kilka dni - korzystając z faktu, że w końcu zawitała zima:) - spędziłam w przepięknej Krynicy stawiając pierwsze kroki na nartach!
Tym razem na wakacje pojechałam tylko z Tatą - mama nie bardzo mogła "wyrwać" się z pracy, a poza tym jest przecież Max, który wymaga nieustannej opieki.
W sumie miałam aż cztery indywidualne lekcje nauki na nartach. Początek był ciężki - również dla Taty:), wszak ktoś mi musiał założyć buty, zanieść narty itp - ale z dnia na dzień nabierałam coraz większej wprawy i pewności, by w końcu ostatniego dnia bez problemu zjechać praktycznie sama ze stoku!
Również jazda na orczyku nie była wcale skomplikowana, tylko raz się wywaliłam, bo pan trochę za szybko go puścił.
Podsumowując może nie jeżdżę - JESZCZE - tak dobrze, jak zawodowi alpejczycy, ale rodzice i tak są ze mnie dumni, bo za bardzo nie marudziłam, nie płakałam i nie rzucałam nartami.
Jak to powiedział mój instruktor - pan Rafał - jestem trochę rozkojarzona i myślę o niebieskich migdałach zamiast skupiać się na jeździe i trochę sie lenię, ale mam wszystkie niezbędne predyspozycje, żeby zostać nawet zawodową narciarką, bo ... rewelacyjnie ustawiam nogi, szczególnie kolana podczas jazdy, co podobno bardzo rzadko się zdarza, szczególnie u takich małych dzieci.
Ale nie ma o czym gadać, bo nie tylko przez moje wrodzone lenistwo nie zostane jednak drugim Herminatorem.
A po natrach jeździliśmy na sankach, rzucaliśmy się śnieżkami, chodziliśmy na basen... Same atrakcje! Szkoda, że te kilka dni tak szybko minęło... Tegorocznego sezonu narciarskiego jednak jeszcze nie kończę, bo mam nadzieję jeszcze tej zimy poszusować na stoku!
Tym razem na wakacje pojechałam tylko z Tatą - mama nie bardzo mogła "wyrwać" się z pracy, a poza tym jest przecież Max, który wymaga nieustannej opieki.
W sumie miałam aż cztery indywidualne lekcje nauki na nartach. Początek był ciężki - również dla Taty:), wszak ktoś mi musiał założyć buty, zanieść narty itp - ale z dnia na dzień nabierałam coraz większej wprawy i pewności, by w końcu ostatniego dnia bez problemu zjechać praktycznie sama ze stoku!
Również jazda na orczyku nie była wcale skomplikowana, tylko raz się wywaliłam, bo pan trochę za szybko go puścił.
Podsumowując może nie jeżdżę - JESZCZE - tak dobrze, jak zawodowi alpejczycy, ale rodzice i tak są ze mnie dumni, bo za bardzo nie marudziłam, nie płakałam i nie rzucałam nartami.
Jak to powiedział mój instruktor - pan Rafał - jestem trochę rozkojarzona i myślę o niebieskich migdałach zamiast skupiać się na jeździe i trochę sie lenię, ale mam wszystkie niezbędne predyspozycje, żeby zostać nawet zawodową narciarką, bo ... rewelacyjnie ustawiam nogi, szczególnie kolana podczas jazdy, co podobno bardzo rzadko się zdarza, szczególnie u takich małych dzieci.
Ale nie ma o czym gadać, bo nie tylko przez moje wrodzone lenistwo nie zostane jednak drugim Herminatorem.
A po natrach jeździliśmy na sankach, rzucaliśmy się śnieżkami, chodziliśmy na basen... Same atrakcje! Szkoda, że te kilka dni tak szybko minęło... Tegorocznego sezonu narciarskiego jednak jeszcze nie kończę, bo mam nadzieję jeszcze tej zimy poszusować na stoku!
piątek, 23 grudnia 2011
Ewolucja
Świętowanie czas zacząć!
A Święta Bożego Narodzenia to przecież choinka, prezenty, opłatek i oczywiście kolędy!
Pilnie uczyłam się ich w przedszkolu, bo dla naszych kochanych rodziców wystawiliśmy jasełka, a ja jako Aniołek głośno i wyraźnie je śpiewałam, a oprócz tego miałam indywidualnie aż dwa piękne wiersze do powiedzenia.
W porównaniu z zeszłym rokiem mój repertuar bożonarodzeniowy uległ więc znacznemu powiększeniu, ale i tak moją ulubioną kolędą jest ta, której nauczyłam się w zeszłym roku, zaczynająca się od słów: "Przybieżeli o Betlejem pasterze (...)". Tylko powiem Wam w sekrecie rok temu źle ją śpiewałam. Teraz już dobrze wiem jakie są jej słowa. Zaśpiewamy razem?
"Chała na wysokości, chała na wysokości,
a pokój na ziemi."
A Święta Bożego Narodzenia to przecież choinka, prezenty, opłatek i oczywiście kolędy!
Pilnie uczyłam się ich w przedszkolu, bo dla naszych kochanych rodziców wystawiliśmy jasełka, a ja jako Aniołek głośno i wyraźnie je śpiewałam, a oprócz tego miałam indywidualnie aż dwa piękne wiersze do powiedzenia.
W porównaniu z zeszłym rokiem mój repertuar bożonarodzeniowy uległ więc znacznemu powiększeniu, ale i tak moją ulubioną kolędą jest ta, której nauczyłam się w zeszłym roku, zaczynająca się od słów: "Przybieżeli o Betlejem pasterze (...)". Tylko powiem Wam w sekrecie rok temu źle ją śpiewałam. Teraz już dobrze wiem jakie są jej słowa. Zaśpiewamy razem?
"Chała na wysokości, chała na wysokości,
a pokój na ziemi."
sobota, 10 grudnia 2011
czwartek, 10 listopada 2011
Zakopane, Zakopane! Słońce, góry i Górale!
| Dolina Kościeliska |
| Sanki z Tatą;) |
Zupełnie Wam zapomniałam napisać, że po kontroli w Krakowie udałam się z rodzicami na wycieczkę! Pojechaliśmy do Zakopanego hej! żebym mogła w końcu zobaczyć polskie góry. Pogoda była piękna więc nie próżnowaliśmy - wjazd kolejką na Gubałówkę, obowiązkowy spacer po Krupówkach, jazda dorożką, zjazdy sankami, ale nie myślcie sobie były też wspinaczki wysokogórskie co prawda tylko dolinami: Kościeliska i Olczyska, ale od czegoś trzeba zacząć.
A najbardziej podobał mi się ... basen, który był w moim hotelu;)
poniedziałek, 7 listopada 2011
Kontrola w Krakowie
W miniony piatek miałam kontrolę kardiologiczną w Krakowie u mojego "cudotwórcy" dr Kordona. Pierwotnie miała być trochę wcześniej, bo we wrześniu, ale coś tam doktorowi wypadło i pojechalismy dopiero teraz - prawie rok od ostatniej.
Standardowo: ekg, podczas którego grzecznie sobie leżałam, potem pomiary: saturacji - 99%, tętna - 96, mierzenie - 114 cm i ważenie - 19,3 kg - czyli przez ten niecały rok urosłam aż 11 cm i przybrałam na wadze prawie 3 kg! Pobieranie krwi w ogóle nie zrobiło na mnie wrażenia:) Podałam pani pielęgniarce paluszek i już było po sprawie;)
No i w końcu echo.
Ogólnie - stan kliniczny świetny, funkcja bardzo dobra, przewężeń nie ma, aorta super, tętnice też ładne. Wyniki badań krwi - rewelacja! I tylko, a raczej aż, jedno ale... Niedomykalność zastawki trójdzielnej... Nie zwiększa się, jest na swoim stałym poziomie. Tylko jak to powiedział doktor: "Kropla drąży skałę". Na razie obserwujemy się i pilnujemy. Gdyby coś - tfu, tfu - alarmujemy doktora. Bo niestety ta zastawka sama się nie naprawi...
Doktor w związku z powyższym zwiększył mi enarenal i teraz i rano i wieczorem będę dostawać po 1 mg. Acesan bez zmian - 25 mg.
Jedno pocieszenie, że holter wypadł świetnie, więc to na razie mamy z głowy.
Następna kontrola na początku września. Mamy cichą nadzieję, że nie będzie gorzej, a może nawet niedomykalność z II stopnia zmieni się w I ...
Standardowo: ekg, podczas którego grzecznie sobie leżałam, potem pomiary: saturacji - 99%, tętna - 96, mierzenie - 114 cm i ważenie - 19,3 kg - czyli przez ten niecały rok urosłam aż 11 cm i przybrałam na wadze prawie 3 kg! Pobieranie krwi w ogóle nie zrobiło na mnie wrażenia:) Podałam pani pielęgniarce paluszek i już było po sprawie;)
No i w końcu echo.
Ogólnie - stan kliniczny świetny, funkcja bardzo dobra, przewężeń nie ma, aorta super, tętnice też ładne. Wyniki badań krwi - rewelacja! I tylko, a raczej aż, jedno ale... Niedomykalność zastawki trójdzielnej... Nie zwiększa się, jest na swoim stałym poziomie. Tylko jak to powiedział doktor: "Kropla drąży skałę". Na razie obserwujemy się i pilnujemy. Gdyby coś - tfu, tfu - alarmujemy doktora. Bo niestety ta zastawka sama się nie naprawi...
Doktor w związku z powyższym zwiększył mi enarenal i teraz i rano i wieczorem będę dostawać po 1 mg. Acesan bez zmian - 25 mg.
Jedno pocieszenie, że holter wypadł świetnie, więc to na razie mamy z głowy.
Następna kontrola na początku września. Mamy cichą nadzieję, że nie będzie gorzej, a może nawet niedomykalność z II stopnia zmieni się w I ...
środa, 2 listopada 2011
Wszystko co kocham
czyli książki i koty!
Szkoda tylko, że kiciusie nie położyły się w dziale dla młodszych czytelników;)
Etykiety:
Dzień jak codzień
Lokalizacja:
Warszawa, Polska
poniedziałek, 24 października 2011
Muzyka łagodzi obyczaje
Nie ukrywam, że pomysł na posta zaczerpnęłam z bloga mojego kumpla Juliusza - Julku mam nadzieje, że nie masz mi tego za złe;)
Więc będzie o muzyce. Oczywiście lubię wszystkie piosenki, których uczę się w przedszkolu, słucham w radio "Bajka", ale prawdziwymi hitami są utwory zespołów: Strachy na Lachy i Projekt Warszawiak.
Oczywiście nie obce są mi dźwięki Metallicy czy AC/DC, ale chyba mój angielski jednak nie jest tak perfekcyjny, żeby dobrze opanować ich teksty.
Co innego takie "Twoje oczy lubią mnie", "Ostatki" czy przebój nad przeboje - "Piła tango" - utwory grupy SLN. Jak się dobrze wsłuchacie to usłyszycie, że oni wcale nie śpiewają o czarnej banderze tylko czarnej ... PANTERZE!
Jednak ostatnimi moimi hitami są piosenki z repertuaru zespołu: "Projekt Warszawiak"! Znam je wszystkie na pamięć i nie sposób mi wymienić jedną ulubioną, bo poczynając od "Nie ma cwaniaka na warszawiaka", poprzez "Tango apaszowskie" - piosenka o mnie;), a kończąc, że wymienię tylko "Jadziem Panie Zielonka" dosłownie wszystkie są the best!
Byłam nawet na ich koncercie i bez ukrywanej dumy stwierdzę, że teksty pamiętałam lepiej niż jeden z ich wokalistów;)
A i jeszcze bardzo lubię śpiewać: "Do boju, do boju, do boju, hej Legia!!!"
Więc będzie o muzyce. Oczywiście lubię wszystkie piosenki, których uczę się w przedszkolu, słucham w radio "Bajka", ale prawdziwymi hitami są utwory zespołów: Strachy na Lachy i Projekt Warszawiak.
Oczywiście nie obce są mi dźwięki Metallicy czy AC/DC, ale chyba mój angielski jednak nie jest tak perfekcyjny, żeby dobrze opanować ich teksty.
Co innego takie "Twoje oczy lubią mnie", "Ostatki" czy przebój nad przeboje - "Piła tango" - utwory grupy SLN. Jak się dobrze wsłuchacie to usłyszycie, że oni wcale nie śpiewają o czarnej banderze tylko czarnej ... PANTERZE!
Jednak ostatnimi moimi hitami są piosenki z repertuaru zespołu: "Projekt Warszawiak"! Znam je wszystkie na pamięć i nie sposób mi wymienić jedną ulubioną, bo poczynając od "Nie ma cwaniaka na warszawiaka", poprzez "Tango apaszowskie" - piosenka o mnie;), a kończąc, że wymienię tylko "Jadziem Panie Zielonka" dosłownie wszystkie są the best!
Byłam nawet na ich koncercie i bez ukrywanej dumy stwierdzę, że teksty pamiętałam lepiej niż jeden z ich wokalistów;)
A i jeszcze bardzo lubię śpiewać: "Do boju, do boju, do boju, hej Legia!!!"
wtorek, 18 października 2011
Zdolna jestem niesłychanie
Zdjęcie mówi samo za siebie. Mogę tylko dodać, że byłam jedynym dzieckiem z mojej grupy, które wzięło udział w tym konkursie plastycznym. Oprócz pięknego dyplomu dostałam też nagrody: notes i ołówek, znaczek i wieeelki długopis - wszystko oczywiście z Kubusiem Puchatkiem:) Nieskromnie zaznaczę, że był to już drugi dyplom na przestrzeni niespełna dwóch tygodni jaki otrzymałam - poprzedni dostałam za udział także w konkursie plastycznym, ale tamten był o ptaszkach.
Szkoda tylko, że mama nie zrobiła zdjęcia moich prac - zobaczylibyście wtedy sztukę przez naprawdę duże "S"!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




