piątek, 11 marca 2016

Artukuł z dnia 13 grudnia 2006 r.

Gdy byłam jeszcze w brzuszku mama 12 grudnia 2006 roku wybrała się na usg połówkowe. Pan doktor oglądał mnie z każdej strony i pokazywał mamie gdzie mam kręgosłup, paluszki i cała resztę. W miłej atmosferze rozmawiali sobie z mamą. Na koniec zaczął oglądać moje serce i zamilkł. Mama podświadomie czuła, że coś jest nie tak, ale nawet bała się spytać. Doktor oglądał i oglądał - trwało to wieczność. W końcu (potem okazało się, że badanie trwało 1,5 godziny!) powiedział, że nie może zobaczyć lewej strony serca. Zaczął mamę pocieszać, że być może ja się tak przekręciłam, a zresztą on nie jest specjalistą i musi mnie zobaczyć kardiolog prenatalny. Powiedział, że zaraz się zorientuje kiedy to możliwe i wyszedł zadzwonić. Gdy wrócił po chwili i powiedział, że wizyta będzie następnego dnia mama już wtedy wiedziała, że musi to być coś bardzo poważnego. Z trudem wzięła się w garść i czym prędzej wyszła z gabinetu, żeby móc spokojnie się wypłakać. Zadzwoniła też do taty, ale nie była w stanie mu nic wytłumaczyć. Całe popołudnie i wieczór tata spędził przed komputerem w poszukiwaniu odpowiedzi co może być nie tak z moim sercem. I wreszcie znalazł - HLHS - niedorozwój lewego serca. Ani tata, ani mama się do tego wtedy głośno nie przyznali, ale byli niestety pewni, że diagnoza się potwierdzi...

Echo serca było wyznaczone na dzień 13 grudnia 2006 r. na godz. 19. 

Rano tata kupił "Rzeczpospolitą", a tam - to musiało być zrządzenie losu !!! - artykuł o wadach wrodzonych serca, możliwości ich leczenia i historia chłopca z HLHS-em !!!

Wieczorem rodzice spotkali się z panią doktor Piotrowską. Poprosiła ich, że najpierw ona sobie wszystko dokładnie zobaczy a potem sobie porozmawiają. To milczenie było przygnębiające - coś wisiało w powietrzu ... Badanie trwało bardzo długo. Pani doktor Piotrowska kiedy skończyła powiedziała moim rodzicom bardzo ważne słowa: "Proszę Państwa mamy problem - bardzo duży problem. Jeżeli zdecydujecie się kontynuować tę ciążę czeka Was ciężka walka, ale walka prawdopodobnie zakończona uratowaniem Państwa dziecka". Poinformowała ich także o prawnej możliwości przerwania ciąży. Ewentualna decyzja musiała być podjęta szybko. Rodzicom porozumieli się bez słów i mama powiedziała pani doktor, że oni nie potrzebują czasu do namysłu, bo chcą żebym się urodziła i będą walczyć o moje życie. Pani doktor uśmiechnęła się i powiedziała, że cieszy się z naszej decyzji.

Poniżej wklejam na pamiątkę treść tego ważnego artykułu, artykułu który pomógł moim rodzicom podjąć decyzje co to wyboru ośrodka i co najważniejsze wspaniałego lekarza, który uratował moje życie!


Rzeczpospolita z dnia 13.12.2006 r.

Wygrana wojna o dziecięce serduszka

13 grudnia 2006 | Nauka i Technika | ŁK

źródło: Nieznane
ZDROWIE 

Wygrana wojna o dziecięce serduszka 


Do naszych eksportowych dyscyplin naukowych - astronomii i archeologii - dołączyła kardiochirurgia dziecięca. Maluchy, które jeszcze kilkanaście lat temu czekała w Polsce pewna śmierć, dziś żyją, uczą się, uprawiają sporty
Kiedy Michał się urodził, lekarze początkowo uznali go za okaz zdrowia. Już jednak dobę później dały osobie znać szmery w sercu. Rozpoczęto badania. Okazało się, że dziecko nie ma lewej połowy serca. Jeszcze dekadę temu byłby to wyrok śmierci.
Michała przewieziono awionetką z Wielkopolski do szpitala w Prokocimiu pod Krakowem. Tam operował go prof. Edward Malec. Dziś chłopiec jest zdrowy, wesoły, ruchliwy. Życie zawdzięcza kardiochirurgom, ale nie tylko.
Grudniowy przełom
Jaki jest stan naszej służby zdrowia, każdy widzi. W nielicznych dziedzinach spełnia ona światowe standardy, ale jest również taka, w której polscy lekarze standardy wyznaczają. Ta dziedzina- to kardiochirurgia dziecięca.
-Jesteśmy krajem, w którym wykonuje się największą liczbę operacji serca u dzieci, w stosunku do liczby mieszkańców - twierdzi prof. Bogdan Maruszewski z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. - Rocznie polscy kardiochirurdzy operują trzy tysiące dzieci. Z tego jedną czwartą zaraz po urodzeniu, przed ukończeniem pierwszego miesiąca życia. Ponad 95 proc. dzieci przeżywa operację.
Nie zawsze tak było. -Jeszcze kilkanaście lat temu wykonywaliśmy 10 proc. potrzebnych operacji serca u dzieci -wyjaśnia prof. Maruszewski. - Dziś praktycznie robimy wszystkie konieczne.
Skąd ten postęp? Na pewno przełomową datą był rok 1989, który obfitował w wydarzenia. Przełom w polityce wyznaczyły czerwcowe wybory. Przełom w kardiochirurgii -grudniowa akcja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.- Kiedy orkiestra grała po raz pierwszy, mieliśmy skromne cele - zapewnia prof. Maruszewski, który był założycielem tej fundacji. - Chcieliśmy zebrać pieniądze na dwa sztuczne płucoserca dla Centrum Zdrowia Dziecka. Potrzebowaliśmy 100 tys. dolarów. Zebraliśmy siedemnaście razy więcej. Nie wiedzieliśmy, co zrobić z taką fortuną, zapytaliśmy więc lekarzy winnych ośrodkach w Polsce, jakiego sprzętu potrzebują. Potem zorganizowaliśmy przetarg i sprzęt kupiliśmy.
Od tego czasu Wielka Orkiestra grała na rzecz dzieci zwadami serca. -To pozwoliło wzbić się naszej kardiochirurgii dziecięcej na pewien pułap i teraz nasze wysiłki sprowadzają się do utrzymania na nim. Na szczęście kardiochirurgia dziecięca jest od wielu lat priorytetem finansowym Ministerstwa Zdrowia. Jest też oczkiem w głowie ministra Zbigniewa Religi - mówi Maruszewski.
Najlepsi na świecie
Z procedur kardiochirurgicznych wykonywanych dziś w Centrum Zdrowia Dziecka prof. Maruszewski ze szczególną dumą wymienia przeszczepy zastawek serca. - Założyliśmy bank zastawek, pobierane są ze zwłok i przechowywane w temperaturze minus 170 st. C. Z naszego banku wysyłamy zastawki do innych ośrodków w Polsce i Europie. To przedsięwzięcie nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc rzeszy lekarzy, przede wszystkim patologów, którzy pamiętają o pobieraniu zastawek do przeszczepów - twierdzi lekarz.
Z innych osiągnięć polskiej kardiochirurgii dziecięcej prof. Maruszewski wyjątkowo ceni sukcesy ośrodka krakowskiego. W szpitalu w Prokocimiu pod Krakowem wykonuje się najtrudniejsze operacje u noworodków, na przykład usuwa niedorozwój lewego serca, wadę, która polega na tym, że dziecko rodzi się tylko z połową serca. Szpital w Prokocimiu przeprowadza tych operacji więcej niż jakakolwiek klinika na świecie. I robi to też najlepiej, przeżywa ponad 90 proc. operowanych dzieci.
Specjalna sala
-W przypadku wad, które leczymy, najważniejsza jest wczesna diagnoza-wyjaśnia prof. Edward Malec, kierownik Kliniki Kardiochirurgii w Prokocimiu. - Nasze sukcesy zawdzięczamy m.in. upowszechnieniu badań prenatalnych. Niedorozwój lewego serca najlepiej widać w USG ok. 20 tygodnia ciąży. Jeżeli w takim badaniu wada zostanie zdiagnozowana, matka może przyjechać do Krakowa i urodzić w szpitalu położniczym, z którym współpracujemy. Dzięki temu zaraz po przyjściu na świat dziecko znajdzie się pod opieką kardiologów. Dumą profesora Malca jest wielka, nowoczesna, otwarta ostatnio sala intensywnej terapii. Została zaprojektowana przez krakowskich lekarzy. Pielęgniarki i lekarze siedzą pośrodku sali, dokoła stoją łóżeczka z małymi pacjentami. Takie ustawienie pozwala personelowi szybko reagować, gdy z którymś z dzieci zaczyna dziać się coś niedobrego.
W pomieszczeniu stale utrzymywana jest temperatura 24 stopni C. Bezszelestne filtry nieustannie oczyszczają powietrze. Wkrótce na środku sali stanie duży monitor, na którym będą widnieć odczyty ze wszystkich urządzeń diagnostycznych, które się w sali znajdują.
- Ta sala została wyremontowana za środki z budżetu państwa, ale już wyposażona za pieniądze, które zebraliśmy od prywatnych sponsorów -mówi prof. Malec.
Operowany przez prof. Malca Michał jest wesołym, ruchliwym dzieckiem, takim jak jego rówieśnicy. - Wie, że ma chore serduszko i sam pamięta o lekarstwach, ale poza tym żyje normalnie: biega, gra w piłkę, jeździ na rowerze - zapewnia mama Michała. -Nikt by się nie domyślił, że ma wadę serca, gdyby nie blizna.
Michał nie tylko żyje, ale żyje normalnie. Zawdzięcza to polskim lekarzom oraz wszystkim ludziom, którzy choćby złotówką wspomogli polską kardiochirurgię i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
ŁUKASZ KANIEWSKI
Michał urodził się bez lewej komory serca
W zdrowym sercu prawa komora pompuje krew tylko do płuc. Tam krew zostaje nasycona tlenem i wędruje do lewego przedsionka, potem do lewej komory i do wszystkich organów i tkanek. W przypadku HLHS chirurdzy muszą postarać się, by zadanie lewej przejęła prawa komora. Podczas operacji wstawia się naczynie syntetyczne pomiędzy tętnicą płucną i aortą. Przez nie część krwi pompowanej przez prawą komorę trafi do płuc. Lekarz wycina przegrodę pomiędzy przedsionkami serca. Poszerza też całą aortę i łączy ją z jedyną, prawą komorą serca. 

Wybrane ośrodki kardiochirurgii w Polsce
- Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach. Ordynator Oddziału Kardiochirurgii Dziecięcej dr hab. Marek Wites; tel. 032 207 18 00
- Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu. Kierownik Kliniki Kardiochirurgii prof. Edward Malec; tel. 012 658 10 23
- Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Kierownik Kliniki Kardiochirurgii doc. Jacek Moll; tel. 042 271 20 12
- Centrum Zdrowia Dziecka. Kierownik Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej prof. Bohdan Maruszewski; tel. 022 815 73 46
- I Katedra i Klinika Kardiochirurgii i Chirurgii Ogólnej Dzieci AM w Warszawie. Kierownik prof. Aleksander Wagner; tel. 022 621 46 31
- II Katedra i Klinika Kardiochirurgii i Chirurgii Ogólnej Dzieci AM w Warszawie. Kierownik prof. Maciej Karolczak; tel. 022 452 33 01
- Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu Oddział Kardiochirurgii Dziecięcej. Kierownik dr hab. Krzysztof Wronecki; tel. 071 327 01 00
- Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Ordynator Oddziału Kardiochirurgii Dziecięcej prof. dr hab. n. med. Janusz Skalski; tel. 032 271 52 61
- Klinika Kardiochirurgii Dziecięcej Akademii Medycznej w Poznaniu. Kierownik kliniki - prof. Michał Wojtalik; tel. 061 849 12 77

źródło : Rzeczpospolita

niedziela, 17 stycznia 2016

Mój urodziny obiad w 2013

czwartek, 5 listopada 2015

dawno


O boże jak urosłam to chyba nie prawda  to moje zachowanie

wtorek, 9 czerwca 2015

niedługo kończę drugą klasę i mam  nadzieje że  zdam do 3 klasy ale czeka mnie trudne zadanie bo  niedługo będę miała test z angielskiego ale to nie będzie taki zwykły test to będzie test z sześciu  unit. A moją pasją jest ninjago a mój ulubiony to cola a też lubię jen  ale nienawidzę loyd a ojcem loyd jest garmadon  a bratem jest sensej un




czwartek, 6 listopada 2014



Dziś jestem chora. Jestem u mamy w pracy, ale zaraz jadę do domu. I nie mam kota, bo jest u babci i dziadka.

wtorek, 5 sierpnia 2014




Cześć to ja Hania!
Dziś  jestem w kapeluszu w domu i sie fajnie bawie. dzis ide do tk maax i do smyka

piątek, 25 kwietnia 2014

Happy Birthday


Haniu bądź zawsze tak szczęśliwa i roześmiana jak dzisiaj - w Dniu Swoich Urodzin!!!

Mama, Tata & Max :)))




wtorek, 29 października 2013

Pasowanie na ucznia

14 października w dniu Komisji Edukacji Narodowej wraz z innymi najmłodszymi uczniami miałam pasowanie na ucznia. W obecności Pani Dyrektor, nauczycieli oraz naszych kochanych rodziców i zaproszonych gości złożyłam uczniowskie przyrzeczenie.

Po części "oficjalnej" nastąpiła część "artystyczna" - przedstawienie przygotowane przez wszystkie pierwsze klasy: piosenki i wierszyki.
Muszę się Wam pochwalić, że z chłopakami z mojej klasy recytowałam wierszyk na środku sali! do mikrofonu! I mimo, że miałam malutką tremę to się wcale nie pomyliłam:)


Potem rozeszliśmy się do sal gdzie nasza kochana Pani Paulina wręczyła nam pamiątkowe dyplomy i legitymacje szkolne.



A na koniec wspólnie z rodzicami i zaproszonymi gośćmi pałaszowaliśmy pyszne ciasta i owoce:)

poniedziałek, 7 października 2013

Urodziły się z połową serca. Zafundujmy im tę brakującą!

Urodziły się z połową serca. Zafundujmy im tę brakującą! [HISTORIE DZIECI]

Karolina Stępniewska
01.10.2013 , aktualizacja: 03.10.2013 15:04

Karolina Cisło, siedmiolatka, w tym roku przeszła ostatnią operację serca
Karolina Cisło, siedmiolatka, w tym roku przeszła ostatnią operację serca (Fot. J&T / siepomaga.pl)
Trwa akcja zbierania pieniędzy na operacje dzieci, które urodziły się z jedną sprawną komorą serca: wszyscy mogą pomóc! Karolina już wygrała, Oliwka, Tola, Julek i inne dzieci wciąż potrzebują pomocy.
"Najważniejsze, żeby było zdrowe" - zaklinamy rzeczywistość, nosząc pod sercem maleńkie życie. Życzeniowe myślenie nie ma mocy sprawczej, nie zawsze się udaje. Czasem na głowę spada nam niewyobrażalne. Nasze upragnione, wychuchane i utęsknione dziecko rodzi się chore. Ma jednak wielką wolę życia i ogromną miłość bliskich. Poznajcie naszych małych bohaterów: Tolę, Oliwkę, Julka i Karolinę.

Każde z nich urodziło się z chorym sercem, najczęściej z zespołem niedorozwoju lewego serca (HLHS) - tylko u Toli wada dotyczyła prawej komory. HLHS to czwarta pod względem częstości wada serca rozpoznawana u noworodków. Każdy przypadek Hipoplastic Left Heart Syndrome (HLHS) jest inny, ale każdy oznacza, że serce dziecka nie pracuje prawidłowo. Lewa komora serca nie funkcjonuje, a czasem w ogóle się nie wykształca. To tak, jakby dziecko urodziło się z połową serduszka.

Serce do naprawy

Dobra wiadomość jest taka, że można takie serce poddać korekcie: najczęściej potrzebne są trzy operacje. Najlepiej żeby wszystkie odbyły się przed trzecimi urodzinami, ale zdarza się, że operowane jest też starsze dziecko. Tak było w przypadku dwóch bohaterek tej opowieści: Karoliny, siedmiolatki, która od niedawna wszystkie operacje ma już za sobą i Oliwki, sześciolatki, która wciąż czeka na swoją szansę.

Jak to zwykle bywa, jest i zła wiadomość. A ta jest taka, że nie wszystkie dzieci mogą być operowane w Polsce. W takich przypadkach nie obędzie się bez pomocy prof. Edwarda Malca i prof. Katarzyny Januszewskiej, którzy pracują w niemieckiej klinice i zoperowali wiele dzieci z dużymi wadami serc, odnosząc sukcesy nawet tam, gdzie inni rozkładali bezradnie ręce.

Karolina Cisło: Już jest dobrze!

Karolina wygrała walkę z HLHS w tym roku. Dwie pierwsze operacje przeszła jeszcze, kiedy prof. Malec operował w Polsce. Termin trzeciej operacji przesuwany był bez końca, chociaż dziecko powinno ją przejść przed ukończeniem 3 roku życia. - Miała fioletowe paznokcie, policzki wyglądały, jakby cierpiała na jakieś uczulenie. To była masakra - wspomina mama Karoliny, Małgorzata. Teraz wszystko się poprawiło, Karolinka w maju przeszła ostatnią operację, tym razem w Niemczech.

Kiedy na portalu Siepomaga.pl zbierano pieniądze na wyjazd Karoliny do prof. Malca, dziewczynka miała już 6 lat. To późno. Operacja odbyła się w czerwcu, walka dziewczynki i jej rodziny zakończyła się sukcesem. - Karolina bardzo dobrze się czuje, ma teraz tyle energii i siły, to nie to samo dziecko - mówi jej mama, a w jej głosie słychać śmiech. Ona najpewniej też nie jest już tą samą mamą, od kiedy może patrzeć, jak jej córka robi to, co lubi najbardziej: jeździć na rowerze. - Na rower wsiadła już 1,5 miesiąca po operacji, nie mogłam jej powstrzymać - opowiada Małgorzata. Ujmuje entuzjazmem.

Oliwka Grzędzińska: Poczytaj mi...

- Wszędzie mamy najdalej - mówi mama Oliwki, Marta Grzędzińska. Mieszkają w Suwałkach, do lekarzy zawsze daleko, ale już się do tego przyzwyczaili. U Oliwki także zdiagnozowano HLHS. Ma sześć lat, za sobą operacje na otwartym sercu, 6 zabiegów cewnikowania serca. Przed nią wciąż najważniejsza, ostatnia, operacja. - Dajemy radę - zapewnia Marta. Jest silna, nie ma innego wyjścia. Pierwsze 2 operacje dziewczynka przeszła w Polsce, ale na trzecią się nie zakwalifikowała, ponieważ jej tętnice płucne są bardzo wąskie i operacja obarczona jest zbyt dużym ryzykiem. Prof. Malec zgodził się ją operować w Niemczech, termin wyznaczono na listopad.

Oliwka jest bardzo spokojna i ostrożna, bo wie, że jest chora. Musi zastanawiać się nad każdym krokiem, który wymagałby wysiłku fizycznego, bo jej chore serduszko zbyt szybko się męczy. Kocha książki i wciąż prosi mamę, żeby jej czytała. - Powiedziałam jej ostatnio, żeby już się sama nauczyła czytać - śmieje się Marta.



Oliwka Grzedzińska tęskni za zabawą z rówieśnikami

Ma sine palce u rąk i stóp, usta, policzki. Wszystko ją męczy, trudno złapać oddech. - Nie wejdzie po schodach, muszę ją wnosić do domu na 3 piętro - opowiada jej mama. - Uwielbia bawić się z dziećmi, ale muszę jej to ograniczać. Ma nauczanie indywidualne. Panicznie boję się, żeby czegoś nie złapała, w jej stanie to bardzo groźne. Już zawsze będziemy o nią drżeć - przyznaje. Teraz trzeba uzbierać pieniądze na tę ostatnią, ważną operację. Spóźnioną o kilka lat, ale na szczęście zdaniem prof. Malca nie jest jeszcze za późno. Karolinie się udało, Oliwce też musi!

Tola Hołub: Te potworne wiewiórki

O tym, że Tola urodzi się z chorym serduszkiem, rodzice Toli wiedzieli już w ciąży. USG nie pozostawiało złudzeń. Po porodzie w marcu 2012 roku echo serca potwierdziło diagnozę: wada serca pod postacią atrezji zastawki trójdzielnej, zwężonej tętnicy płucnej, ubytku przegrody międzykomorowej, ubytku w przegrodzie międzyprzedsionkowej oraz hipoplastycznej prawej komory. To dużo jak na taką kruszynkę.

U Toli można było pominąć pierwszy etap korekty serca. Gorzej, że rodzice nie mogli doczekać się w Polsce terminu operacji. Wciąż ją odwlekano, a czas naglił. Tola skończyła roczek, operacja powinna była odbyć się pół roku wcześniej. Szansę dał im prof. Malec, pozostała kwestia zebrania odpowiedniej sumy na leczenie w Niemczech. Około 120 tys. złotych. - Poszło zadziwiająco łatwo - cieszy się mama Toli, Kinga Szulc. - Tak wiele osób włączyło się w pomoc, że nie nadążaliśmy z podziękowaniami.



Toli Hołub brakuje prawej części serca

Operacja Toli odbyła się w maju. Mała ma się dobrze, jej mama mówi, że trudno nawet stwierdzić, że jest chora. Tola jest jeszcze malutka, ale już ma bardzo sprecyzowane gusta - lubi zjadać owsiankę na śniadanie, bawić się pingwinami, które uszyła dla niej mama, kiedy Tola była jeszcze w jej brzuchu. - Kocha ptaszki, gołębie i różne obrzydliwości, za to boi się wiewiórek - śmieje się Kinga. Najszczęśliwsza jest, kiedy może wygłupiać się z tatą. Za rok jej serduszko czeka kolejna operacja.

Julek Góral: Nieustraszony

Nie ma nawet roku, a za nim już dwie operacje. U Julka także zdiagnozowano HLHS. Na pierwszą operację w Niemczech rodzice zbierali pieniądze, kiedy maluch był jeszcze w brzuchu. Druga odbyła się we wrześniu. Julek od urodzenia dzielnie walczy o życie. - Dochodzi do siebie szybko, z każdym dniem jest coraz lepiej - mówiła jego mama, Anna, dwa tygodnie po wrześniowej operacji. - Teraz powolutku przyzwyczajamy go na nowo do domowych rytuałów.



Julek Góral dochodzi do siebie po drugiej operacji. Przed nim jeszcze jedna

Julek to bardzo towarzyskie niemowlę, w szpitalu od razu się ze wszystkimi zaprzyjaźnił. - Niewiele potrzeba, żeby się śmiał, jest bardzo wesoły - mówi jego mama. Jego rodzicom teraz też łatwiej się uśmiechać, kiedy najgorsze, czyli oczekiwanie, jest już za nimi. W perspektywie jeszcze jedna operacja, ale wierzą, że i na nią uda się zebrać pieniądze i że Julka serce będzie funkcjonować prawidłowo. - Poznałam już mnóstwo dzieci, które przeszły przez to samo i prowadzą normalne życie - mówi Anna. To dodaje jej otuchy.

Jeszcze będzie normalnie

Rodzice mówią o prof. Malcu i prof. Januszewskiej: cudotwórcy. Ale operacje są drogie, bez pomocy z zewnątrz większości na nie nie stać. Pomagają im wszyscy: anonimowi ludzie, artyści, szkoły, organizacje charytatywne, media. Portal Siepomaga.pl pilnie odnotowuje każdą złotówkę przybliżającą dzieci do zwyczajnego życia.

Bo o tym właśnie marzą najbardziej: żeby bawić się z rówieśnikami i żeby drabinki na placu zabaw przestały wyglądać jak szczyt nie do zdobycia. Żeby nie mieć nauczania indywidualnego jak Karolinka i Oliwka. Żeby dało się wejść po schodach do domu. Żeby mama nie musiała na rękach nosić swojej sześcioletniej córki. Żeby paznokcie przestały być sine, a policzki nabrały zwyczajnych barw. Zwyczajne życie - to takie proste marzenie.

Jeśli i ty zechciałbyś pomóc uzwyczajnić życie tych i innych dzieci o chorych sercach, zajrzyj tutaj: siepomaga.pl/serca Cel: do końca października uzbierać milion złotych! 

żródło: GAZETA WYBORCZA

środa, 18 września 2013

Drogówka


Próbka tego czego uczymy się w szkole.
Nasze zadanie polegało na zapamiętaniu odpowiednich numerów telefonów do służb ratowniczych i własciwym pokolorowaniu samochodów.

A ja dodatkowo je sobie podpisałam ;)

piątek, 13 września 2013

Kilka słów o szkole

Po wielu miesiącach intensywnych przemyśleń, rozmów z paniami w przedszkolu i w poradni pedagogicznej moi rodzice zdecydowali, że - tak jak zresztą miało to być według ministerialnych planów, które jednak zmieniają się jak w kalejdoskopie - w wieku 6 lat zacznę naukę w I klasie.


A w zeszły poniedziałek słowo stało się ciałem:)

Oczywiście nie obyło się - jak to w naszym przypadku bywa:) - bez przygód (z pierwotnie wybranej szkoły rodzice zrezygnowali w tzw. ostaniej chwili:), ale mamy nadzieję, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:)

2 września 2013 r. zostałam uczennicą klasy 1B!


W szkole prawie wszystko jest nowe: nowa sala, nowe obowiązki, nowa pani, nowe dzieci - oprócz mojej kochanej Oli przyjaciółki z przedszkolnej grupy:) Dbamy o siebie bardzo, jak to mówi pani chyba aż za bardzo:)

Lekcje w szkole zaczynają się o godzinie 8.00. Ponieważ sześciolatki są uprzywilejowane, tak jak w przedszkolu jemy trzy posiłki, więc pare minut po 8 schodzimy cała klasą na stołówkę, żeby zjeść śniadanko.
Po śniadaniu wracamy do naszej klasy, żeby w końcu zacząć się uczyć!!!
Oczywiście jest też czas na zabawę, rysowanie i śpiewanie!
Mamy zajęcia komputerowe, angielski, logorytmikę, a od przyszłego tygodnia ma jeszcze ruszyć cała masa zajęć dodatkowych!
Muszę się Wam pochwalić, że moja praca z przedszkolną panią logopedą przyniosła niesamowity efekt i jestem nielicznym dzieckiem - zresztą z nielicznej, bo tylko 18 - osobowej klasy (!) - które nie będzie potrzebowało pomocy szkolnego logopedy!!! Jupi!!!
W międzyczasie oczywiście jest też obiad - zjadam cały:), a po południu podwieczorek.
Mimo, że lekcje kończę nie później niż o godz. 13 to ze szkoły wychodzę parę minut po 16 - wiadomo ktoś - czytaj: rodzice - musi pracować.
Po lekcjach do naszej klasy przychodzi pani świetliczanka i to z nią spędzamy resztę dnia na grach i zabawach, a także wyjściach na plac zabaw. Tak jak wspomniałam od przyszłego tygodnia ruszają zajęcia dodatkowe więc pewnie na jakieś się zapiszę:) nie mogę się tylko przekonać do szachów.
A po szkole czas wrócić do domu i oczywiście odrobić lekcje, zresztą - przynajmniej jak na razie - łatwe jak dla przedszkolaków:)

Zapomniałabym - dr Kordon (o samej kontroli postaram się napisać w innym poście) pozwolił mi uczęszczać na zajęcia ruchowe oczywiście z pewnymi ograniczeniami i przykazaniem, że mam się nieprzeforsowywać.
Skrzętnie stosuje się do jego zaleceń i gdy tylko poczuje nawet najmniejsze zmęczenie podnoszę paluszek i idę na chwilkę usiąść i odpocząć:)
Ponieważ jestem uczennicą szkoły z oddziałami integracyjnymi tym zachowaniem nie wzbudzam niczyjego zdziwnienia czy też innych negatywnych emocji. A to i dla mnie i dla moich rodziców jest bardzo ważna sprawa.

Podsumowując: mam wielę chęci i zapału do nauki i trzymajcie kciuki żeby towarzyszyły mi one przez cały rok szkolny!!!




czwartek, 12 września 2013

Witaj szkoło!!!


 "Tornister pełen uśmiechów"

 - Co zapakujesz w tornister?
 - Książki, zeszyty czyste,
ołówek, kredki, długopis.
 - I na tym kończy się opis?
 - Nie! Jeszcze włożę linijkę,
jeszcze ekierkę i cyrkiel,
jeszcze drugie śniadanie,
jeszcze jabłko rumiane.
I jeszcze...
 - Co tam jeszcze?
 - Jeszcze coś bardzo ważnego:
mnóstwo wesołych uśmiechów!
Zaniosę je do szkoły,
żeby się co dzień dzielić
uśmiechem z kolegami
i z każdym z nauczycieli.
I z panią woźną w szatni,
i z tym kolegą małym,
co pierwszy raz jest w szkole
i strasznie jest nieśmiały...

W. Chotomska

wtorek, 18 czerwca 2013

Konkurs dla bystrzaków


Powyżej ja z moją ukochaną Majeczką:)
A teraz konkurs dla naaaaprawdę spostrzegawczych: wskaż między nami podobieństwa:)

czwartek, 13 czerwca 2013

Pożegnania nadszedł czas....

Wczoraj w moim ukochanym przedszkolu odbyło się oficjalne zakończenie roku. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy ... A te trzy lata minęły w oka mgnieniu!
Będę tęsknić za moimi paniami: Agnieszką i Kasią, dzieciakami z grupy, zabawkami, pięknym placem zabaw, przepysznymi obiadkami - kluski leniwe i barszcz ukraiński!!! - dosłownie za wszystkim co kojarzy mi się z przedszkolem.
A to ja trzy lata temu:)

W oczekiwaniu na nieznane - pierwszy dzień w przedszkolu:)
Oczywiście nie zabrakło występów, także tych niespodziewanych. W tajemnicy przed paniami nauczyliśmy się wierszyka i zaśpiewaliśmy piosenkę - pierwszą piosenkę, której panie nauczyły nas w maluchach. Niejedna łza pojawiła sie na twarzy zarówno pań jak i rodziców ....
Potem były kwiaty, prezenty i dyplomy:

Moje dyplomy:)
A na koniec pałaszowanie pysznych ciast, owoców, galaretek i wspólne wyjście na lody:)

poniedziałek, 27 maja 2013

wtorek, 2 kwietnia 2013

Śnieżna Wielkanoc

W tym roku zima zaskoczyła nie tylko drogowców, ale Nas wszystkich!!!
Tak długiej zimy w swoim życiu sobie nie przypominam, a  rodzice mówią, że śnieg, ba całe góry sniegu w Wielkanoc to istny ewenement:)
Nie było wyjścia, trzeba było przerobić wielnanocne zwyczaje i dostosowac je do panującej aury.
Zamiast śmigusa - dyngusa ulepiliśmy sobie bałwana, a prima - aprilis zrobiła sobie z Nas aura:)
 
Tradycyjny Wielkanocny Bałwanek:)
 
Fifka:)
 
Świąteczny spacerek
 
Patrząc na prognozy pogody w tym roku będzie mi dane od razu po zimie cieszyć sie latem, bo ... ale na razie cicho sza :)

czwartek, 14 marca 2013

Val di Fiemme

Zima w tym roku nie odpuszcza.
Już wszyscy mieli nadzieję na piękną wiosnę a tu spadł śnieg.
Zapomniałam Wam napisać o moim wyjaździe narciarskim więc - póki biało za oknem - nadrabiam zaległości.
Tydzień spędzony w cudownym Val di Fiemme był wspaniały!!!
Najeździłam się na nartach, że ho ho!
Codziennie miałam zajęcia narciarskie - rano od 9.30 do 13 i po obiedzie od 14 do 16.
Przez pierwsze dwa dni był spory mróz i trochę mgły więc nie było za fajnie - moje rączki w porównaniu do rączek dwukomorowców jednak dużo szybciej marzną....
Kupiłyśmy z mamą specjalne wkładki i super ciepłe rękawice i było dużo lepiej.
A od trzeciego dnia temperatura była już wyższa i wkońcu zaświeciło słonko i zaczęła się jazda na maxa!
Jeżdzę już naprawdę dobrze, nie straszne mi górki i nawet spróbowałam swoich sił na border crossie.
Ostatniego dnia rodzice zabrali mnie po południu na tzw. family day i jeździłam z nimi. I wcale im zbytnio nie ustępowałam, a jeździ się z nimi zupelnie inaczej niż z instruktorem bo to przecież "parapeciarze":)
Przez te dni przejechałam łącznie - wiem to na pewno, bo w Dolomitach są specjalne skipasy, które rejestrują i czas i długość zjazdów - no kto zgadnie? Łacznie przejechałam 70 (słownie: siedemdziesiąt) kilometrów tras, w tym ostaniego dnia aż 18 kilometrów!!! strasznie jestem z siebie dumna! Co prawda nie jest to jeszcze tyle co rodzice, bo oni przejechali po prawie 200 km, ale ja miałam też na początku dnia zawsze pół godzinną rozgrzewkę no i czasami trzeba było czekać na młodsze dzieci, które tak szybko jak ja nie jeździły:)
Co ważne nigdy nie byłam bardzo zmęczona, jedynie czasami pobolewały mnie nóżki, bo wiadomo buty narciarskie do super wygodnych nie należą!
A to kilka fotek:
Narciarka

Czas na obiad!

W gondolce


Brygada RR :)


                                                           
A wieczorami razem z innymi uczestnikami wyprawy "przejmowaliśmy" hotel w posiadanie - wściekaliśmy się na całego i wygłupialiśmy ile wlezie.

Po powrocie do domu pierwsze wypowiedziane przeze mnie zdanie brzmiało: "To co kiedy jedziemy znowu na narty?":)

piątek, 8 lutego 2013

Zima cd.

A zima dalej trwa w najlepsze. Wczoraj napadało tyle śniegu, że hej! Jest ślicznie!
Jednak najpiękniejsza zima jest oczywiście w górach.
Teraz trochę się Wam pochwalę.
W tym roku juz "zaliczyłam" zimowy pobyt w górach.
Wybrałam się z Tatą na kilka dni, żeby przypomnieć sobie jak się jeździ na nartach.
Było świetnie, chociaż dał mi w kość spory mróz. Często więc robiłam sobie przerwy.
Nie przeszkodziło mi to jednak wzięcia udziału w prawdziwych zawodach i zdobycia medalu.
Strasznie się cieszę!


Te kilka dni na stoku było jednak tylko przygotowaniem przed prawdziwym wyzwaniem. Jutro rano wybieram się z z rodzicami na tydzień do przepięknego Val di Fiemme.
I ja i rodzice pod okiem doświadczonych instruktorów bedziemy mieć specjalne szkolenia: ja narciarskie, rodzice oczywiście snowboardowe.
A wieczorem przewidziano także cała masę atrakcji, w tym zajęcia taneczne:)
Może Tata się na nie skusi i w końcu nauczy tańczyć!
Mam nadzieję dobrze się bawić!
Życzcie mi połamamnia kijków!!!

wtorek, 5 lutego 2013

Wielkie żarcie

Jak już wspominałam wcześniej moją nową "miłością" jest gotowanie.
Co prawda głównie ograniczam się w tej materii do oglądania programów kulinarnych:) albo gotowania "na niby", ale czasami pomagam też mamie w prawdziwej kuchni.
Podaje jej z szafek różne potrzebne rzeczy, coś tam mieszam, nakładam do foremek i oczywiście dekoruje.
Najbardziej lubię robić słodkości, bo wiadomo, że potem można je zjeść!!!
Poniżej kilka fotek z wczorajszego wypieku babeczek.
Nie dość, że pięknie wyglądały, to jakie były pyszne.... mniam mniam ....