wtorek, 17 kwietnia 2012

A wiosna przyszła pieszo...


Wiosna przyszła a ja niestety zakatrzona, zakaszlana, a co najgorsze mam zapalenie uszu i to kolejny raz...

 Ech mam nadzieję, że leki szybko postawią mnie na nogi i wrócę do mojego kochanego przedszkola!!!

wtorek, 27 marca 2012

Erupcja

"Pierwsze zęby stałe pojawiają się w jamie ustnej około 6 roku życia. Za ostatnimi w łuku zębami mlecznymi ("piątki") znajdują się szerokie pola dla wyrznięcia się pierwszych stałych trzonowców ("szóstek"), które zwykle wyrzynają się jako pierwsze." - źródło: Wikipedia

A teraz zagadka. Ile mam lat? Podpowiem, bo to wcale nie jest takie proste - dokładnie 4 lata i 11 miesięcy.
I co pojawiło się w mojej buzi? Pierwsze stałe zęby!!! Dwie trzonowe dolne "szóstki"!!!

A teraz policzmy - zęby pojawiły się rok wcześniej to chyba w związku z powyższym mogę spokojnie zrezygnować z pojścia do "zerówki" i jako 6 - latek pójdę sobie od razu do szkoły! a co:)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Tatrzańska Łomnica

Jak się powiedziało "a" trzeba było powiedzieć i "b"!
Miniony trochę przedłużony weekend spędziłam z rodzicami i znajomymi na Słowacji, a dokładniej w Tatrzańskiej Łomnicy. Oczywiście celem numer 1 było doskonalenie jazdy na nartach.
Pierwszego dnia, w piątek miałam dwie lekcje - jedną rano: chyba byłam niewyspana, bo nie bardzo mi szło, a drugą popołudniu: jazda była świetna. W sobotę długa dwugodzinna lekcja dała mi w kość; wcale nie chciałam jeździć. Ale chyba winny był przede wszystkim mróz, bo trochę było mi zimno. Ale za to niedziela to był prawdziwy fun! Początkowo rodzice zabrali mnie na szczyt i miałam jeździć z nimi, ale trochę się wystraszyłam, w końcu pierwszy raz wjechałam kolejką na taką wysoką górę! Zjechałam więc gondolką na dół i tam rodzice znaleźli mi suuuuper instruktora. I tak spędziałam z nim dwie godziny jeżdżąc, ba śmigając na nartach i to nie po stokach dla dzieci, ale po prawdziwych trasach! W sumie zjechałam z nim aż trzy razy, a więc łącznie ponad 6 km! I wcale nie marudziałam! I nawet nie tęskniłam za rodzicami, którzy zresztą co jakiś czas mijali mnie na trasie. Jeżdżą może jeszcze trochę szybciej ode mnie, ale to przecież tylko kwestia czasu;) I tak te dwie godziny minęły nie wiadomo kiedy! Do następnego razu! Może nawet jeszcze w tym sezonie, kto wie:)





 

wtorek, 31 stycznia 2012

Kobieta pracująca

- "Mamo a dlaczego inne dzieci wychodzą wcześniej z przedszkola, a ja nie? A wiem! Inne mamy mają w domu jeszcze inne małe dzieci i nie chodzą do pracy. A my mamy tylko Maxa."
- "Haniu ja muszę pracować i zarabiać pieniążki, żeby móc kupić jedzenie, ubrania i wszystkie inne potrzebne rzeczy. A niektóre mamy nie pracują, nie tylko dlatego, że mają małe dzieci, niektóre nie pracują, bo nie mają pracy, a inne po prostu tak ustaliły ze swoimi mężami, że nie będą pracować. Tylko gdybym nie pracowała to siedziałabym w domu i ..."
-"I byłabyś po prostu Kochaną Mamą, a tak to jesteś Kochana Mamą, która chodzi do pracy! Ale wiesz co? Ja NIGDY nie będę pracować! Wolę siedzieć w domu!" 

wtorek, 24 stycznia 2012

Być jak Hermann Maier

Ostatnie kilka dni - korzystając z faktu, że w końcu zawitała zima:) - spędziłam w przepięknej Krynicy stawiając pierwsze kroki na nartach!
Tym razem na wakacje pojechałam tylko z Tatą - mama nie bardzo mogła "wyrwać" się z pracy, a poza tym jest przecież Max, który wymaga nieustannej opieki.
W sumie miałam aż cztery indywidualne lekcje nauki na nartach. Początek był ciężki - również dla Taty:), wszak ktoś mi musiał założyć buty, zanieść narty itp - ale z dnia na dzień nabierałam coraz większej wprawy i pewności, by w końcu ostatniego dnia bez problemu zjechać praktycznie sama ze stoku!
Również jazda na orczyku nie była wcale skomplikowana, tylko raz się wywaliłam, bo pan trochę za szybko go puścił.
Podsumowując może nie jeżdżę - JESZCZE - tak dobrze, jak zawodowi alpejczycy, ale rodzice i tak są ze mnie dumni, bo za bardzo nie marudziłam, nie płakałam i nie rzucałam nartami.
Jak to powiedział mój instruktor - pan Rafał - jestem trochę rozkojarzona i myślę o niebieskich migdałach zamiast skupiać się na jeździe i trochę sie lenię, ale mam wszystkie niezbędne predyspozycje, żeby zostać nawet zawodową narciarką, bo ... rewelacyjnie ustawiam nogi, szczególnie kolana podczas jazdy, co podobno bardzo rzadko się zdarza, szczególnie u takich małych dzieci.
Ale nie ma o czym gadać, bo nie tylko przez moje wrodzone lenistwo nie zostane jednak drugim Herminatorem.

A po natrach jeździliśmy na sankach, rzucaliśmy się śnieżkami, chodziliśmy na basen... Same atrakcje! Szkoda, że te kilka dni tak szybko minęło... Tegorocznego sezonu narciarskiego jednak jeszcze nie kończę, bo mam nadzieję jeszcze tej zimy poszusować na stoku!

piątek, 23 grudnia 2011

Priorytet !!!

Ewolucja

Świętowanie czas zacząć!
A Święta Bożego Narodzenia to przecież choinka, prezenty, opłatek i oczywiście kolędy!
Pilnie uczyłam się ich w przedszkolu, bo dla naszych kochanych rodziców wystawiliśmy jasełka, a ja jako Aniołek głośno i wyraźnie je śpiewałam, a oprócz tego miałam indywidualnie aż dwa piękne wiersze do powiedzenia.
W porównaniu z zeszłym rokiem mój repertuar bożonarodzeniowy uległ więc znacznemu powiększeniu, ale i tak moją ulubioną kolędą jest ta, której nauczyłam się w zeszłym roku, zaczynająca się od słów: "Przybieżeli o Betlejem pasterze (...)". Tylko powiem Wam w sekrecie rok temu źle ją śpiewałam. Teraz już dobrze wiem jakie są jej słowa. Zaśpiewamy razem?

"Chała na wysokości, chała na wysokości,
a pokój na ziemi."

sobota, 10 grudnia 2011

Maksio

Proszę Państwa oto ... MAX!







Przedstawiam Wam oficjalnie: oto nowy członek naszej rodziny, piękny, biały kotek rasy Ragdoll: Kouros Tattoo zwany swojsko Maksiem!
CDN :)

czwartek, 10 listopada 2011

Zakopane, Zakopane! Słońce, góry i Górale!

Dolina Kościeliska


Sanki z Tatą;)


















































Zupełnie Wam zapomniałam napisać, że po kontroli w Krakowie udałam się z rodzicami na wycieczkę! Pojechaliśmy do Zakopanego hej! żebym mogła w końcu zobaczyć polskie góry. Pogoda była piękna więc nie próżnowaliśmy - wjazd kolejką na Gubałówkę, obowiązkowy spacer po Krupówkach, jazda dorożką, zjazdy sankami, ale nie myślcie sobie były też wspinaczki wysokogórskie co prawda tylko dolinami: Kościeliska i Olczyska, ale od czegoś trzeba zacząć. 
A najbardziej podobał mi się ... basen, który był w moim hotelu;)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Kontrola w Krakowie

W miniony piatek miałam kontrolę kardiologiczną w Krakowie u mojego "cudotwórcy" dr Kordona. Pierwotnie miała być trochę wcześniej, bo we wrześniu, ale coś tam doktorowi wypadło i pojechalismy dopiero teraz - prawie rok od ostatniej. 
Standardowo: ekg, podczas którego grzecznie sobie leżałam, potem pomiary: saturacji - 99%, tętna - 96, mierzenie - 114 cm i ważenie - 19,3 kg - czyli przez ten niecały rok urosłam aż 11 cm i przybrałam na wadze prawie 3 kg! Pobieranie krwi w ogóle nie zrobiło na mnie wrażenia:) Podałam pani pielęgniarce paluszek i już było po sprawie;)
No i w końcu echo.
Ogólnie - stan kliniczny świetny, funkcja bardzo dobra, przewężeń nie ma, aorta super, tętnice też ładne. Wyniki badań krwi - rewelacja! I tylko, a raczej aż, jedno ale... Niedomykalność zastawki trójdzielnej... Nie zwiększa się, jest na swoim stałym poziomie. Tylko jak to powiedział doktor: "Kropla drąży skałę". Na razie obserwujemy się i pilnujemy. Gdyby coś - tfu, tfu - alarmujemy doktora. Bo niestety ta zastawka sama się nie naprawi...
Doktor w związku z powyższym zwiększył mi enarenal i teraz i rano i wieczorem będę dostawać po 1 mg. Acesan bez zmian - 25 mg.
Jedno pocieszenie, że holter wypadł świetnie, więc to na razie mamy z głowy.
Następna kontrola na początku września. Mamy cichą nadzieję, że nie będzie gorzej, a może nawet niedomykalność z II stopnia zmieni się w I ...

środa, 2 listopada 2011

Wszystko co kocham


czyli książki i koty! 

Szkoda tylko, że kiciusie nie położyły się w dziale dla młodszych czytelników;)

poniedziałek, 24 października 2011

Muzyka łagodzi obyczaje

Nie ukrywam, że pomysł na posta zaczerpnęłam z bloga mojego kumpla Juliusza - Julku mam nadzieje, że nie masz mi tego za złe;)

Więc będzie o muzyce. Oczywiście lubię wszystkie piosenki, których uczę się w przedszkolu, słucham w radio "Bajka", ale prawdziwymi hitami są utwory zespołów: Strachy na Lachy i Projekt Warszawiak.
Oczywiście nie obce są mi dźwięki Metallicy czy AC/DC, ale chyba mój angielski jednak nie jest tak perfekcyjny, żeby dobrze opanować ich teksty.

Co innego takie "Twoje oczy lubią mnie", "Ostatki" czy przebój nad przeboje - "Piła tango" - utwory grupy SLN. Jak się dobrze wsłuchacie to usłyszycie, że oni wcale nie śpiewają o czarnej banderze tylko czarnej ... PANTERZE! 

Jednak ostatnimi moimi hitami są piosenki z repertuaru zespołu: "Projekt Warszawiak"! Znam je wszystkie na pamięć i nie sposób mi wymienić jedną ulubioną, bo poczynając od "Nie ma cwaniaka na warszawiaka", poprzez "Tango apaszowskie" - piosenka o mnie;), a kończąc, że wymienię tylko "Jadziem Panie Zielonka" dosłownie wszystkie są the best!

Byłam nawet na ich koncercie i bez ukrywanej dumy stwierdzę, że teksty pamiętałam lepiej niż jeden z ich wokalistów;)


A i jeszcze bardzo lubię śpiewać: "Do boju, do boju, do boju, hej Legia!!!"

wtorek, 18 października 2011

Zdolna jestem niesłychanie


Zdjęcie mówi samo za siebie. Mogę tylko dodać, że byłam jedynym dzieckiem z mojej grupy, które wzięło udział w tym konkursie plastycznym. Oprócz pięknego dyplomu dostałam też nagrody: notes i ołówek, znaczek i wieeelki długopis - wszystko oczywiście z Kubusiem Puchatkiem:) Nieskromnie zaznaczę, że był to już drugi dyplom na przestrzeni niespełna dwóch tygodni jaki otrzymałam - poprzedni dostałam za udział także w konkursie plastycznym, ale tamten był o ptaszkach.

Szkoda tylko, że mama nie zrobiła zdjęcia moich prac - zobaczylibyście wtedy sztukę przez naprawdę duże "S"!

Damą być


Dla każdej PRAWDZIWEJ damy bardzo ważny jest nienaganny wygląd. No wiadomo trzeba się najpierw porządnie umyć, uczesać, założyć czyste, wyprasowane ubranie i oczywiście ... umalować! Na "dorosły" makijaż - zdaniem mamy - jestem jeszcze za mała, ale zawsze mogę pomalować się w jakiś śmieszny wzorek.

Jedno mnie martwi... Podobno PRAWDZIWE damy nie jedzą rękami i nie dłubią sobie w nosie...Ech...

wtorek, 27 września 2011

L jak ...

Pamiętacie może jak w zeszłym roku przedszkolna logopeda - Pani Ewa - wysłała mnie na podcięcie języka?
 Jeśli nie to zapraszam do lektury. Oczywiście miałam go ćwiczyć, ale sami wiecie jak to jest. Tyle ważnych spraw na głowie i wogóle. I w tym roku miałam znowu spotkanie z Panią Ewą. Niestety troche źle mówię i teraz to nie ma już żartów - ostro bierzemy się do roboty! Ćwiczenia nie są ani trudne ani męczące więc nie powinno być problemów. W zasadzie źle wymawiam tylko "ś" i "sz" - reszta jest ok. A i jeszcze nie mówię wcale "r", a zamiast tego wstawiam "l", ale - to jak powiedziała pani Ewa - w tym wieku jest jeszcze dozwolone;)
A wiecie jakie słowo zaczyna się na literę "l'? L jak ....lyba!!!

piątek, 23 września 2011

Marchewka

Nie ma co! W średniakach nie można się nudzić!
Mama zapisała mnie na całą masę zajęć dodatkowych - sama jej kazałam! Coś tam sugerowała, że jest tego trochę za dużo, ale chyba przesadza. W końcu to tylko:
1. angielski 2 * w tygodniu
2. rytmika 2 * w tygodniu
3. taniec 1* w tygodniu
4. teatr 1* w tygodniu
5. no i francuski 1* w tygodniu
Powiedziałam, że mogę - ewentualnie - zrezygnować z angielskiego, GDYŻ GO JUŻ DOBRZE ZNAM:) Ale w odpowiedzi usłyszałam tylko gromki śmiech...
A w zeszłym tygodniu poznawaliśmy owoce - jabłka, gruszki, śliwki - kroiliśmy je, wąchaliśmy i komsumowaliśmy.
Z kolei cały ten tydzień mamy akcję: "MARCHEWKA". W poniedziałek malowaliśmy marchewki, we wtorek robiliśmy z nich ludziki, a wczoraj gotowaliśmy je, kroiliśmy, tarliśmy, robiliśmy sok i piekliśmy marchewkowe ciasto. Dzisiaj mamy je polać krówkową polewą i ... oczywiście: ZJEŚĆ!!!
Poniżej fotka:


Popatrzcie jak dwie Hanki: Biała i Czarna piją zdrowy marchwiowy soczek!

Tylko troche jestem zmęczona tymi wszystkimi atrakcjami... Bardzo żałuje, że nie mam już w Średniakach leżakowania. Co prawda nie zdażyło mi się jeszcze tak jak np. Roksanie usnąć w przedszkolu na dywanie, ale w związku z tym wieczorem chodzę spać z kurami:) Rodzice jakoś nie wyglądają w związku z tym na zmartwionych:)

P.S. Zupełnie bym zapomniała! W piątki po południu chodzę z Tatą na naukę pływania!!!

czwartek, 8 września 2011

Trudne pytania...

i jeszcze trudniejsze odpowiedzi... Ech...

Cieszę się, że moje dziecko rośnie, poznaje świat, uczy się nowych rzeczy. I coraz więcej rozumie. Wie, że słońce jest największą gwiazdą, która świeci również w dzień, że Londyn to miasto w Anglii:), a zima jest między jesienią a wiosną itd. 

Fakt, że coraz więcej rozumie wpływa na to, iż coraz bardziej zdaje sobie sprawe ze swojej choroby. Na codzień raczej tego nie dostrzega, chociaż...

Wczoraj wieczorem przyszła do mnie i spytała się czy już zawsze będzie miała chore serduszko. Powiedziałam, że nie mogę jej okłamywać i zgodnie z prawdą odrzekłam, że tak, chore już zawsze. Ale nie tak bardzo chore jak przed operacjami.
Nie przekonało to jej zupełnie - zaczęła płakać, ba płakać, wręcz zanosić się łzami.
Co mogłam zrobić? Nic - tylko ją mocno przytulić i z całych sił starać się powstrzymać moje własne łzy...

poniedziałek, 5 września 2011

Średniak

Wszystko co dobre niestety kiedyś się kończy... Mam na myśli oczywiście wakacje. Pobyt w słonecznej Andaluzji był wspaniały - ach plaża, basen, mini disco... Równie miło było w szlacheckim dworku w Kiermusach. Potem kilka dni w Białobrzegach, a na koniec kulturalna "końcówka" w Warszawie: kino, wizyta w planetarium...


Chociaż powiem Wam szczerze, baaardzo się stęskniłam za moim przedszkolem i już nie mogłam się doczekać powrotu do niego po wakacjach. Co prawda mamy nową salę, inną łazienkę i zamiast motylka moim znaczkiem w szatni jest teraz fasolka (!?) to przecież to jest dalej moje kochane przedszkole, w kórym znam każdy kąt! I tylko szkoda, że Pani Beatka została w maluchach... Ale zawsze będziemy się mogły spotkać np. w ogrodzie!

Jedna rzecz mnie tylko bardzo smuci. Przed wakacjami do przedszkola chodziła moja przyjaciółka Kalina. Teraz Kaliny już nie ma - była w Starszakach więc po wakacjach poszła już do szkoły. Kalinko hop hop odezwij się! Bardzo za Tobą tęsknię!

piątek, 5 sierpnia 2011

Isla Canela

Ach za oknem wreszcie zawitało słoneczko i człowiek w końcu poczuł, że są wakacje. Ja się "urlopuje" już od weekendu. Pierwszy tydzień sierpnia spędzam w Białobrzegach i tam szaleje z Fifką, bawię się z Marysią, śpiewam piosenki z Babcią Ulą, chodzę do lasu z Beatą, na lody z Dziadkiem Pawłem i robię jeszcze mnóstwo ciekawych rzeczy. W następny poniedziałek lecę z rodzicami do Hiszpanii! Już się nie mogę doczekać! Sami zobaczcie jak tam jest pięknie!



A co potem zobaczymy... Może kilka dni mad morzem, może Mazury... Muszę odpocząć i nabrać sił, bo pierwszego września wracam do mojego kochanego przedszkola i będę już Średniakiem!

wtorek, 26 lipca 2011

Fifka:)




Taki piękny piesek zamieszkał u Beaty w Białobrzegach. Kocham strasznie Fifkę - tak ma na imie ta mała, biała wariatka - i już się nie mogę doczekać kiedy znowu się z nią pobawię. Z niecierpliowścią odliczam dni, bo juz niedługo - w weekend - jadę do Białobrzegów na kolonie:) i będę miała mnóstwo czasu na zabawy z kochaną Fifeczką!