Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wysoka ważność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wysoka ważność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 marca 2016

Artukuł z dnia 13 grudnia 2006 r.

Gdy byłam jeszcze w brzuszku mama 12 grudnia 2006 roku wybrała się na usg połówkowe. Pan doktor oglądał mnie z każdej strony i pokazywał mamie gdzie mam kręgosłup, paluszki i cała resztę. W miłej atmosferze rozmawiali sobie z mamą. Na koniec zaczął oglądać moje serce i zamilkł. Mama podświadomie czuła, że coś jest nie tak, ale nawet bała się spytać. Doktor oglądał i oglądał - trwało to wieczność. W końcu (potem okazało się, że badanie trwało 1,5 godziny!) powiedział, że nie może zobaczyć lewej strony serca. Zaczął mamę pocieszać, że być może ja się tak przekręciłam, a zresztą on nie jest specjalistą i musi mnie zobaczyć kardiolog prenatalny. Powiedział, że zaraz się zorientuje kiedy to możliwe i wyszedł zadzwonić. Gdy wrócił po chwili i powiedział, że wizyta będzie następnego dnia mama już wtedy wiedziała, że musi to być coś bardzo poważnego. Z trudem wzięła się w garść i czym prędzej wyszła z gabinetu, żeby móc spokojnie się wypłakać. Zadzwoniła też do taty, ale nie była w stanie mu nic wytłumaczyć. Całe popołudnie i wieczór tata spędził przed komputerem w poszukiwaniu odpowiedzi co może być nie tak z moim sercem. I wreszcie znalazł - HLHS - niedorozwój lewego serca. Ani tata, ani mama się do tego wtedy głośno nie przyznali, ale byli niestety pewni, że diagnoza się potwierdzi...

Echo serca było wyznaczone na dzień 13 grudnia 2006 r. na godz. 19. 

Rano tata kupił "Rzeczpospolitą", a tam - to musiało być zrządzenie losu !!! - artykuł o wadach wrodzonych serca, możliwości ich leczenia i historia chłopca z HLHS-em !!!

Wieczorem rodzice spotkali się z panią doktor Piotrowską. Poprosiła ich, że najpierw ona sobie wszystko dokładnie zobaczy a potem sobie porozmawiają. To milczenie było przygnębiające - coś wisiało w powietrzu ... Badanie trwało bardzo długo. Pani doktor Piotrowska kiedy skończyła powiedziała moim rodzicom bardzo ważne słowa: "Proszę Państwa mamy problem - bardzo duży problem. Jeżeli zdecydujecie się kontynuować tę ciążę czeka Was ciężka walka, ale walka prawdopodobnie zakończona uratowaniem Państwa dziecka". Poinformowała ich także o prawnej możliwości przerwania ciąży. Ewentualna decyzja musiała być podjęta szybko. Rodzicom porozumieli się bez słów i mama powiedziała pani doktor, że oni nie potrzebują czasu do namysłu, bo chcą żebym się urodziła i będą walczyć o moje życie. Pani doktor uśmiechnęła się i powiedziała, że cieszy się z naszej decyzji.

Poniżej wklejam na pamiątkę treść tego ważnego artykułu, artykułu który pomógł moim rodzicom podjąć decyzje co to wyboru ośrodka i co najważniejsze wspaniałego lekarza, który uratował moje życie!


Rzeczpospolita z dnia 13.12.2006 r.

Wygrana wojna o dziecięce serduszka

13 grudnia 2006 | Nauka i Technika | ŁK

źródło: Nieznane
ZDROWIE 

Wygrana wojna o dziecięce serduszka 


Do naszych eksportowych dyscyplin naukowych - astronomii i archeologii - dołączyła kardiochirurgia dziecięca. Maluchy, które jeszcze kilkanaście lat temu czekała w Polsce pewna śmierć, dziś żyją, uczą się, uprawiają sporty
Kiedy Michał się urodził, lekarze początkowo uznali go za okaz zdrowia. Już jednak dobę później dały osobie znać szmery w sercu. Rozpoczęto badania. Okazało się, że dziecko nie ma lewej połowy serca. Jeszcze dekadę temu byłby to wyrok śmierci.
Michała przewieziono awionetką z Wielkopolski do szpitala w Prokocimiu pod Krakowem. Tam operował go prof. Edward Malec. Dziś chłopiec jest zdrowy, wesoły, ruchliwy. Życie zawdzięcza kardiochirurgom, ale nie tylko.
Grudniowy przełom
Jaki jest stan naszej służby zdrowia, każdy widzi. W nielicznych dziedzinach spełnia ona światowe standardy, ale jest również taka, w której polscy lekarze standardy wyznaczają. Ta dziedzina- to kardiochirurgia dziecięca.
-Jesteśmy krajem, w którym wykonuje się największą liczbę operacji serca u dzieci, w stosunku do liczby mieszkańców - twierdzi prof. Bogdan Maruszewski z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. - Rocznie polscy kardiochirurdzy operują trzy tysiące dzieci. Z tego jedną czwartą zaraz po urodzeniu, przed ukończeniem pierwszego miesiąca życia. Ponad 95 proc. dzieci przeżywa operację.
Nie zawsze tak było. -Jeszcze kilkanaście lat temu wykonywaliśmy 10 proc. potrzebnych operacji serca u dzieci -wyjaśnia prof. Maruszewski. - Dziś praktycznie robimy wszystkie konieczne.
Skąd ten postęp? Na pewno przełomową datą był rok 1989, który obfitował w wydarzenia. Przełom w polityce wyznaczyły czerwcowe wybory. Przełom w kardiochirurgii -grudniowa akcja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.- Kiedy orkiestra grała po raz pierwszy, mieliśmy skromne cele - zapewnia prof. Maruszewski, który był założycielem tej fundacji. - Chcieliśmy zebrać pieniądze na dwa sztuczne płucoserca dla Centrum Zdrowia Dziecka. Potrzebowaliśmy 100 tys. dolarów. Zebraliśmy siedemnaście razy więcej. Nie wiedzieliśmy, co zrobić z taką fortuną, zapytaliśmy więc lekarzy winnych ośrodkach w Polsce, jakiego sprzętu potrzebują. Potem zorganizowaliśmy przetarg i sprzęt kupiliśmy.
Od tego czasu Wielka Orkiestra grała na rzecz dzieci zwadami serca. -To pozwoliło wzbić się naszej kardiochirurgii dziecięcej na pewien pułap i teraz nasze wysiłki sprowadzają się do utrzymania na nim. Na szczęście kardiochirurgia dziecięca jest od wielu lat priorytetem finansowym Ministerstwa Zdrowia. Jest też oczkiem w głowie ministra Zbigniewa Religi - mówi Maruszewski.
Najlepsi na świecie
Z procedur kardiochirurgicznych wykonywanych dziś w Centrum Zdrowia Dziecka prof. Maruszewski ze szczególną dumą wymienia przeszczepy zastawek serca. - Założyliśmy bank zastawek, pobierane są ze zwłok i przechowywane w temperaturze minus 170 st. C. Z naszego banku wysyłamy zastawki do innych ośrodków w Polsce i Europie. To przedsięwzięcie nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc rzeszy lekarzy, przede wszystkim patologów, którzy pamiętają o pobieraniu zastawek do przeszczepów - twierdzi lekarz.
Z innych osiągnięć polskiej kardiochirurgii dziecięcej prof. Maruszewski wyjątkowo ceni sukcesy ośrodka krakowskiego. W szpitalu w Prokocimiu pod Krakowem wykonuje się najtrudniejsze operacje u noworodków, na przykład usuwa niedorozwój lewego serca, wadę, która polega na tym, że dziecko rodzi się tylko z połową serca. Szpital w Prokocimiu przeprowadza tych operacji więcej niż jakakolwiek klinika na świecie. I robi to też najlepiej, przeżywa ponad 90 proc. operowanych dzieci.
Specjalna sala
-W przypadku wad, które leczymy, najważniejsza jest wczesna diagnoza-wyjaśnia prof. Edward Malec, kierownik Kliniki Kardiochirurgii w Prokocimiu. - Nasze sukcesy zawdzięczamy m.in. upowszechnieniu badań prenatalnych. Niedorozwój lewego serca najlepiej widać w USG ok. 20 tygodnia ciąży. Jeżeli w takim badaniu wada zostanie zdiagnozowana, matka może przyjechać do Krakowa i urodzić w szpitalu położniczym, z którym współpracujemy. Dzięki temu zaraz po przyjściu na świat dziecko znajdzie się pod opieką kardiologów. Dumą profesora Malca jest wielka, nowoczesna, otwarta ostatnio sala intensywnej terapii. Została zaprojektowana przez krakowskich lekarzy. Pielęgniarki i lekarze siedzą pośrodku sali, dokoła stoją łóżeczka z małymi pacjentami. Takie ustawienie pozwala personelowi szybko reagować, gdy z którymś z dzieci zaczyna dziać się coś niedobrego.
W pomieszczeniu stale utrzymywana jest temperatura 24 stopni C. Bezszelestne filtry nieustannie oczyszczają powietrze. Wkrótce na środku sali stanie duży monitor, na którym będą widnieć odczyty ze wszystkich urządzeń diagnostycznych, które się w sali znajdują.
- Ta sala została wyremontowana za środki z budżetu państwa, ale już wyposażona za pieniądze, które zebraliśmy od prywatnych sponsorów -mówi prof. Malec.
Operowany przez prof. Malca Michał jest wesołym, ruchliwym dzieckiem, takim jak jego rówieśnicy. - Wie, że ma chore serduszko i sam pamięta o lekarstwach, ale poza tym żyje normalnie: biega, gra w piłkę, jeździ na rowerze - zapewnia mama Michała. -Nikt by się nie domyślił, że ma wadę serca, gdyby nie blizna.
Michał nie tylko żyje, ale żyje normalnie. Zawdzięcza to polskim lekarzom oraz wszystkim ludziom, którzy choćby złotówką wspomogli polską kardiochirurgię i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
ŁUKASZ KANIEWSKI
Michał urodził się bez lewej komory serca
W zdrowym sercu prawa komora pompuje krew tylko do płuc. Tam krew zostaje nasycona tlenem i wędruje do lewego przedsionka, potem do lewej komory i do wszystkich organów i tkanek. W przypadku HLHS chirurdzy muszą postarać się, by zadanie lewej przejęła prawa komora. Podczas operacji wstawia się naczynie syntetyczne pomiędzy tętnicą płucną i aortą. Przez nie część krwi pompowanej przez prawą komorę trafi do płuc. Lekarz wycina przegrodę pomiędzy przedsionkami serca. Poszerza też całą aortę i łączy ją z jedyną, prawą komorą serca. 

Wybrane ośrodki kardiochirurgii w Polsce
- Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach. Ordynator Oddziału Kardiochirurgii Dziecięcej dr hab. Marek Wites; tel. 032 207 18 00
- Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu. Kierownik Kliniki Kardiochirurgii prof. Edward Malec; tel. 012 658 10 23
- Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Kierownik Kliniki Kardiochirurgii doc. Jacek Moll; tel. 042 271 20 12
- Centrum Zdrowia Dziecka. Kierownik Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej prof. Bohdan Maruszewski; tel. 022 815 73 46
- I Katedra i Klinika Kardiochirurgii i Chirurgii Ogólnej Dzieci AM w Warszawie. Kierownik prof. Aleksander Wagner; tel. 022 621 46 31
- II Katedra i Klinika Kardiochirurgii i Chirurgii Ogólnej Dzieci AM w Warszawie. Kierownik prof. Maciej Karolczak; tel. 022 452 33 01
- Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu Oddział Kardiochirurgii Dziecięcej. Kierownik dr hab. Krzysztof Wronecki; tel. 071 327 01 00
- Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Ordynator Oddziału Kardiochirurgii Dziecięcej prof. dr hab. n. med. Janusz Skalski; tel. 032 271 52 61
- Klinika Kardiochirurgii Dziecięcej Akademii Medycznej w Poznaniu. Kierownik kliniki - prof. Michał Wojtalik; tel. 061 849 12 77

źródło : Rzeczpospolita

wtorek, 29 października 2013

Pasowanie na ucznia

14 października w dniu Komisji Edukacji Narodowej wraz z innymi najmłodszymi uczniami miałam pasowanie na ucznia. W obecności Pani Dyrektor, nauczycieli oraz naszych kochanych rodziców i zaproszonych gości złożyłam uczniowskie przyrzeczenie.

Po części "oficjalnej" nastąpiła część "artystyczna" - przedstawienie przygotowane przez wszystkie pierwsze klasy: piosenki i wierszyki.
Muszę się Wam pochwalić, że z chłopakami z mojej klasy recytowałam wierszyk na środku sali! do mikrofonu! I mimo, że miałam malutką tremę to się wcale nie pomyliłam:)


Potem rozeszliśmy się do sal gdzie nasza kochana Pani Paulina wręczyła nam pamiątkowe dyplomy i legitymacje szkolne.



A na koniec wspólnie z rodzicami i zaproszonymi gośćmi pałaszowaliśmy pyszne ciasta i owoce:)

czwartek, 12 września 2013

Witaj szkoło!!!


 "Tornister pełen uśmiechów"

 - Co zapakujesz w tornister?
 - Książki, zeszyty czyste,
ołówek, kredki, długopis.
 - I na tym kończy się opis?
 - Nie! Jeszcze włożę linijkę,
jeszcze ekierkę i cyrkiel,
jeszcze drugie śniadanie,
jeszcze jabłko rumiane.
I jeszcze...
 - Co tam jeszcze?
 - Jeszcze coś bardzo ważnego:
mnóstwo wesołych uśmiechów!
Zaniosę je do szkoły,
żeby się co dzień dzielić
uśmiechem z kolegami
i z każdym z nauczycieli.
I z panią woźną w szatni,
i z tym kolegą małym,
co pierwszy raz jest w szkole
i strasznie jest nieśmiały...

W. Chotomska

czwartek, 13 czerwca 2013

Pożegnania nadszedł czas....

Wczoraj w moim ukochanym przedszkolu odbyło się oficjalne zakończenie roku. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy ... A te trzy lata minęły w oka mgnieniu!
Będę tęsknić za moimi paniami: Agnieszką i Kasią, dzieciakami z grupy, zabawkami, pięknym placem zabaw, przepysznymi obiadkami - kluski leniwe i barszcz ukraiński!!! - dosłownie za wszystkim co kojarzy mi się z przedszkolem.
A to ja trzy lata temu:)

W oczekiwaniu na nieznane - pierwszy dzień w przedszkolu:)
Oczywiście nie zabrakło występów, także tych niespodziewanych. W tajemnicy przed paniami nauczyliśmy się wierszyka i zaśpiewaliśmy piosenkę - pierwszą piosenkę, której panie nauczyły nas w maluchach. Niejedna łza pojawiła sie na twarzy zarówno pań jak i rodziców ....
Potem były kwiaty, prezenty i dyplomy:

Moje dyplomy:)
A na koniec pałaszowanie pysznych ciast, owoców, galaretek i wspólne wyjście na lody:)

poniedziałek, 27 maja 2013

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dzień Babci i Dzień Dziadka


Moi Drodzy Dziadkowie,
Życzę Wam WSZYSTKIEGO Co NAJLEPSZE!
I oczywiście pociechy z wnuków, a przede wszystkim ślicznych;) wnuczek!!!

pozdrawiam
Hania

niedziela, 20 stycznia 2013

Dwójeczki


no cóż może to nie jest moje najkorzystniejsze zdjęcie, ale przynajmniej od razu wiadomo o co chodzi:)
najpierw wypadły jedynki, a teraz dwójki!
W sumie "pozbyłam" się już czterech mlecznych ząbków. I wygląda na to, że przez dluższy czas będę miała braki w uzębieniu, bo co prawda dwójki się wyrzynają, ale górne jedynki ruszają:)
W przyszłym tygodniu odwiedzę moją ulubioną panią dentystkę - wszystko trzeba posprawdzać, a nowe zęby polakować. Innych czynności nie przewiduje, bo mama mi suszy głowę o ich mycie, więc wszystkie są zdrowe! Ale z wydzielaniem słodyczy to chyba troche przesadza....

wtorek, 24 kwietnia 2012

Był ząb i ... nie ma zęba;)


Jak widać na załączonym zdjęciu wypadł mi pierwszy ząb mleczny! Owszem jest to normalna rzecz, ale żeby tak szybko! Zaskoczeni aż tak bardzo nie jesteśmy, bo pani stomatolog na wizycie w lutym wspominała, że mam coraz większą przerwę między dolnymi jedynkami co może oznaczać ich rychłe wypadanie i nie myliła się:)
Jeżeli zęby mleczne będą wypadać w takim tempie w jakim się wyrzynały to do szkoły pójdę już chyba z kompletem nowych, stałych zębów!

wtorek, 27 marca 2012

Erupcja

"Pierwsze zęby stałe pojawiają się w jamie ustnej około 6 roku życia. Za ostatnimi w łuku zębami mlecznymi ("piątki") znajdują się szerokie pola dla wyrznięcia się pierwszych stałych trzonowców ("szóstek"), które zwykle wyrzynają się jako pierwsze." - źródło: Wikipedia

A teraz zagadka. Ile mam lat? Podpowiem, bo to wcale nie jest takie proste - dokładnie 4 lata i 11 miesięcy.
I co pojawiło się w mojej buzi? Pierwsze stałe zęby!!! Dwie trzonowe dolne "szóstki"!!!

A teraz policzmy - zęby pojawiły się rok wcześniej to chyba w związku z powyższym mogę spokojnie zrezygnować z pojścia do "zerówki" i jako 6 - latek pójdę sobie od razu do szkoły! a co:)

piątek, 23 grudnia 2011

sobota, 10 grudnia 2011

Maksio

Proszę Państwa oto ... MAX!







Przedstawiam Wam oficjalnie: oto nowy członek naszej rodziny, piękny, biały kotek rasy Ragdoll: Kouros Tattoo zwany swojsko Maksiem!
CDN :)

wtorek, 18 października 2011

Zdolna jestem niesłychanie


Zdjęcie mówi samo za siebie. Mogę tylko dodać, że byłam jedynym dzieckiem z mojej grupy, które wzięło udział w tym konkursie plastycznym. Oprócz pięknego dyplomu dostałam też nagrody: notes i ołówek, znaczek i wieeelki długopis - wszystko oczywiście z Kubusiem Puchatkiem:) Nieskromnie zaznaczę, że był to już drugi dyplom na przestrzeni niespełna dwóch tygodni jaki otrzymałam - poprzedni dostałam za udział także w konkursie plastycznym, ale tamten był o ptaszkach.

Szkoda tylko, że mama nie zrobiła zdjęcia moich prac - zobaczylibyście wtedy sztukę przez naprawdę duże "S"!

piątek, 1 października 2010

Pasowanie na przedszkolaka

Od kilku dni razem z Paniami wszystkie dzieci z mojej grupy - ja oczywiście też - uczyły się pięknych piosenek i wierszyków, żeby "zabłysnąć" przed swoimi rodzicami w dniu pasowania na przedszkolaka. Wczoraj, zaraz po podwieczorku, kiedy wszystkie mamusie i tatusiowie przybyli do przedszkola zaczęliśmy imprezkę. Weszliśmy do sali gdzie już na takich małych krzesełkach:) na nas czekali i zaczęliśmy przedstawienie! Niektóre dzieci widząc swoich rodziców od razu chciało do nich podbiec albo - chyba ze stresu przed ważnym występem - zaczęło płakać, ale jakoś się udało, bo w końcu show must go on!
Była oczywiście piosenka o paluszku - trochę się pomyliłam:), o Stasiu, o myszce Marysi, wierszyk o jeżyku i ... już zapomniałam co jeszcze. Po części artystycznej nastąpiło clue programu. Najpierw za Panią Agnieszką musieliśmy powtórzyć słowa przysięgi - nie pamiętam dokładnie, ale jej istota sprowadziła się do tego, że obiecaliśmy być grzeczni i kochać swoje przedszkole. A potem każde dziecko musiało zjeść z uśmiechem na ustach (!) kwaśnego żelka. Pani dyrektor wieeeelkim piórem pasowała wtedy każde dziecko na PRAWDZIWEGO PRZEDSZKOLAKA, a my dostawaliśmy medal i nagrodę - śliczną zebrę. Teraz następowała minuta dla fotoreporterów, a zaraz potem zaprosiliśmy szanownych gości do zaimprowizowanego bufetu, gdzie firma cateringowa w osobie naszego przedszkolnego kucharza zaserwowała nam pyszne ciasteczka, owoce i soki. Jak to na każdym udanym evencie czas biegł nieubłaganie i trzeba było się zbierać do domku. Ale pozostaną nam przecież niezapomniane wrażenia i filmy, które nagrał mój tata.
A jestem sobie Przedszkolaczek - przez duże "P" - nie grymaszę i nie płaczę!

środa, 2 września 2009

Jubileusz

Ponieważ mamy właśnie 200 okrągły wpis na moim blogu warto by było w nim zamieścić coś niezwykłego! A jest ku temu nie lada okazja: wszystkim pieluszkom mówimy zdecydowanie i stanowczo: NIE!!!
Mama od jakiegoś czasu starała się mnie przekonać do robienia siku do nocnika. Różnie to wychodziło: czasami się udawało a nie raz wychodziły z tego tylko nieplanowane porządki. A tu nagle dosłownie z dnia na dzień w końcu "zaskoczyłam" o co chodzi:) Pieluszki nie widziałam już na mojej dupce od dobrych trzech tygodni, i to zarówno w dzień jak i w nocy! Oczywiście czasami zdarzają się "wpadki", ale jak jestem baaardzo zajęta to trudno jeszcze pamiętać, żeby zrobić siku do nocnika! A jak nie ma nocnika to co? Kupkę albo siku można zrobić:
a) na trawkę
b) na tarasie w restauracji
c) w ostateczności w majteczki.
Jak widzicie jest wiele różnych możliwości:) Więc po co w ogóle te pieluchy?

wtorek, 12 maja 2009

Moje drugie urodziny !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

I stało się! Skończyłam dwa lata! Kiedy to minęło... Ach ten czas tak leci i leci... Oczywiście nie mogło się obyć bez hiper, ekstra, super imprezki!!! A koniec kwietnia sprzyja rozpoczęciu tzw. sezonu grillowego więc połączyliśmy jedno i drugie. Nie obyło się oczywiście bez pysznego tortu - ukłony w stronę cioci Agaty:)
A sama impreza!!! Oj działo się działo!!! Przez ten rok wszystkie dzieciaki urosły jak na drożdżach i dokazywały na całego!!! Tylko mała Pola i Tosia, które jeszcze rok temu były u swoich mam w brzuszkach jeździły wózkami, a cała reszta dzieciarni na własnych nóżkach biegała w tą i z powrotem!
W tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować wszystkim miłym gościom za liczne przybycie na świętowanie mojego jubileuszu i oczywiście za moc przepięknych prezentów:)
Mam nadzieję, że w przyszłym roku pogoda będzie równie łaskawa i też sobie po świętujemy:)
Poniżej kilka fotek:





















A ja i tak chciałabym być starsza. Miałabym już z głowy trzecią operacje i w ogóle nie byłabym małym dzieckiem. Może dlatego zapytana: "ile masz lat?" odpowiadam: "sieść!!!"

piątek, 24 kwietnia 2009

Ferie u Dziadków

Po "próbie generalnej" czyli mini feriach u Dziadków przyszedł czas na prawdziwe wyzwanie: ponad tydzień bez rodziców, którzy znowu wymyślili wyjazd w góry. Mnie oczywiście nie chcieli zabrać, bo po pierwsze to bardzo daleko (ponad 14 godzin jazdy samochodem), a po drugie - już wszem i wobec wiadomo, że mają mega bzika na punkcie tego swojego snowboardu - ze mną by sobie nie pojeździli:)
Tym sposobem "wylądowałam" w Białobrzegach, gdzie pierwsze dwa dni spędziłam ze wszystkimi Dziadkami, a kolejne z Babcią Jolą i Dziadkiem Krzyśkiem, bo Babcia Ula i Dziadek Paweł pojechali w tym czasie do spa:) do Buska Zdroju. Muszę się Wam pochwalić, że byłam bardzo grzeczna. Nie płakałam wcale za rodzicami, którzy regularnie do mnie dzwonili, ładnie jadłam, brałam grzecznie leki i bawiłam się z Dziadkami. Niestety pogoda była pod przysłowiowym psem, więc spacerki ograniczyliśmy tylko do wychodzenia na podwórko i karmienia Frycka.
A rodzice w tym czasie szaleli na stokach przepięknej Val Gardeny! Tata będzie zły na ten wpis: mama przejechała więcej kilometrów od niego! Brawo!!!
Wypoczęci i opaleni, a przede wszystkim stęsknieni wrócili w końcu do swojej ukochanej córeczki, która niestety w międzyczasie dostała jakiegoś paskudnego kataru. Dzięki Bogu jak szybko się pojawił, tak szybko tez zniknął!
A rodzicom już chodzi po głowie kolejny wyjazd! Naprawdę maja hopla!!!







piątek, 27 lutego 2009

Mini ferie u Dziadków

Bardzo lubię prowadzić bogate życie towarzyskie. Strasznie się cieszę gdy odwiedzają nas jacyś goście, a ja również chętnie odwiedzam innych. Moim dodatkowym atutem jest fakt, że mimo, iż z mamą jestem prawie 24 godziny na dobę, to wcale nie jestem uczepiona jak rzep jej spódnicy. Potrafię jakoś pogodzić się z jej nieobecnością, bo dobrze wiem, że mnie kocha i na pewno niedługo do mnie wróci.
Pewnie już się zorientowaliście, że moi "starzy" mają hopla na punkcie snowboardu. Na początku to była pasja taty, ale i mama złapała bakcyla, ba można powiedzieć, że go nawet przejęła:) i teraz to ja sama nie wiem które z nich ma większego bzika:) W tym sezonie rodzice jeździli już na snowboardzie, ale z przyczyn "technicznych" - byłam z nimi:) - wrócili z tej wyprawy ze strasznym niedosytem, szczególnie mama, której z powodu obfitych opadów śniegu wypadł jeden dzień jazdy. Ale zima przecież trwa w najlepsze! Rodzice postanowili więc wysłać mnie na "ferie" do Babci Joli i Dziadka Krzyśka, a sami pojechali na trzy dni do Krynicy poszaleć na stokach Jaworzyny. Kiedy oni szaleli na snowboardach ja spędzałam miło czas w Radomiu. Chodziłam z Dziadkami na spacery, czytałam książeczki, oglądałam bajki i miałam mnóstwo gości: Wujka Bubu (Kubę), Olę, Ciocie: Asię, Krysię, Magdę, Danusię i Wujka Krzyśka, którzy koniecznie chcieli mnie poznać:) Starałam się być grzeczna i nie dokuczać Dziadkom. I nawet za bardzo nie tęskniłam za rodzicami, którzy zresztą non stop dzwonili i pytali się co u mnie słychać:) Chyba to oni straaasznie za mną tęsknili!
Te trzy dni minęły w oka mgnieniu i już nie mogę doczekać się kiedy znowu przyjadę do Dziadków na "ferie":)

Niania

Ten post wbrew pozorom wcale nie będzie o mnie:) Wcześniej Wam o tym nie wspominałam, bo trochę bałam się zapeszyć, ale minęło już tyle czasu, że teraz nie może już być jakiś wpadek:)
Kto jest szczęśliwym posiadaczem rodziny, a szczególnie małego dziecka zapewne bardzo dobrze wie jak kosmicznym problemem mogą stać się nawet wbrew pozorom proste czynności takie jak np. wizyta w sklepie, urzędzie itp. Przy małym dziecku nic nie można zaplanować, a nawet jeśli uda już się wybrać z domu to zaraz przytrafia się 1000 niespodziewanych rzeczy. Tata stara się jak najwięcej czasu poświęcać mojej skromnej osobie, ale wiadomo praca, praca, praca cały czas ta praca, ale co tam mus to mus, szczególnie przy obecnym kursie euro:( A dziadkowie niestety daleko... Rodzice postanowili więc znaleźć odpowiedzialną osobę do opieki nade mną przynajmniej na kilka godzin w tygodniu tak, aby mama miała przynajmniej chwilę tylko dla siebie.
Od jakiegoś miesiąca dwa razy w tygodniu popołudniami odwiedza mnie Ania. Od początku przypadła mi do gustu, a ja jej chyba też:) Razem bawimy się, oglądamy Sionia, jemy kolację, nawet czasami Ania mnie kąpie i przebiera w piżamkę. Z niecierpliwością oczekuje jej kolejnych wizyt i pół dnia potrafię pytać się mamę kiedy przyjdzie Ania.
W związku z tym, że Ania jest moją nianią musiałam się nauczyć prawidłowo wymawiać moje imię i teraz na pytanie: "Dziewczynko jak masz na imię?" odpowiadam głośno: "HANIA!!!!"

wtorek, 10 lutego 2009

Trzecie urodziny Mai

Jestem osobą bardzo towarzyską i z tego względu bardzo lubię spotykać się ze znajomymi, chodzić na rauty, przyjęcia itd. A w sobotę była ku temu nie lada okazja, bo moja kochana Maja obchodziła trzecie urodziny!!! Oczywiście nie mogło mnie zabraknąć i razem z rodzicami pojechaliśmy złożyć jej najserdeczniejsze życzenia i oczywiście skosztować przepysznego tortu:) Z kwiatami i prezentem w dłoniach obściskałam przepiękną solenizantkę, a potem bawiłyśmy się do upadłego - dosłowne i w przenośni!
Zresztą zobaczcie sami:




A mojej kochanej Majeczce jeszcze raz życzę: STO LAT!!!